Komisja Europejska wydała jasny sygnał wobec przewoźników lotniczych operujących na rynku unijnym: pasażerowie nie mogą być obciążani dodatkowymi opłatami paliwowymi po dokonaniu zakupu biletu. Stanowisko Brukseli pojawiło się w odpowiedzi na rosnące ceny paliwa lotniczego wywołane napięciami na Bliskim Wschodzie oraz działania części operatorów próbujących przerzucić wzrost kosztów na klientów już po finalizacji rezerwacji.
Organ wykonawczy Unii Europejskiej podkreśla, że zgodnie z unijnymi przepisami pasażer już na etapie zakupu powinien otrzymać pełną i ostateczną informację o cenie podróży. Dotyczy to nie tylko samej taryfy, lecz także wszystkich obowiązkowych podatków, opłat lotniskowych, kosztów administracyjnych i ewentualnych dopłat paliwowych. Oznacza to, że przewoźnik nie może jednostronnie zmieniać ceny biletu po zawarciu umowy przewozu. Zmienność cen paliwa stanowi standardowe ryzyko działalności lotniczej i powinna być uwzględniana przez linie w polityce taryfowej oraz strategiach zabezpieczania kosztów paliwa. Bruksela zaznacza, że dopłaty paliwowe są dopuszczalne wyłącznie wtedy, gdy zostały jasno określone przed dokonaniem płatności. Niedopuszczalne pozostaje natomiast późniejsze doliczanie dodatkowych kosztów pod pretekstem sytuacji rynkowej lub geopolitycznej.
Volotea wywołała reakcję Brukseli Bezpośrednim impulsem do reakcji Komisji stały się działania hiszpańskiej linii lotniczych Volotea, które uruchomiły program „Fair Travel Promise”. Mechanizm zakłada możliwość pobrania dodatkowej opłaty paliwowej sięgającej 14 euro od pasażera, jeśli ceny paliwa wzrosną pomiędzy zakupem biletu a wykonaniem lotu. Przewoźnik argumentował, że rozwiązanie ma działać również w drugą stronę – przy spadku cen paliwa pasażerowie mogliby otrzymywać częściowy zwrot kosztów. Model spotkał się jednak z natychmiastową krytyką organizacji konsumenckich, które wskazują, że klient po zakupie biletu powinien mieć gwarancję niezmienności ceny, a możliwość jej późniejszego podwyższania osłabia ochronę konsumentów oraz przejrzystość rynku. Sprawą zainteresowały się już organy ochrony konsumenckiej we Francji i Hiszpanii, analizujące zgodność programu Volotei z prawem unijnym.
Choć obecnie uwaga skupia się głównie na jednym przewoźniku, problem ma znacznie szerszy charakter i dotyczy całej europejskiej branży lotniczej. Paliwo pozostaje jednym z największych kosztów działalności linii lotniczych, odpowiadając nawet za jedną trzecią wszystkich wydatków operacyjnych. W sytuacji gwałtownych wzrostów cen ropy (baryłka kerozyny kosztuje obecnie około 180 dolarów) przewoźnicy od lat próbują zabezpieczać rentowność poprzez hedging paliwowy, ograniczanie oferowania (tak postąpiły np.
Lufthansa i
SAS) lub właśnie dodatkowe dopłaty paliwowe (tak postąpiły
Chiny i
Indonezja).
Mechanizm dopłat paliwowych był szczególnie popularny w pierwszej dekadzie XXI wieku, zwłaszcza po kryzysie naftowym z lat 2007-2008, gdy ceny baryłki ropy Brent przekraczały poziom 100 dolarów, a momentami zbliżały się nawet do rekordowych wówczas 150 dolarów. Linie lotnicze, próbując ograniczyć ryzyko gwałtownego wzrostu kosztów operacyjnych, zaczęły wówczas masowo wprowadzać tzw. dopłatę paliwową jako oddzielny składnik ceny biletu. Początkowo rozwiązanie miało charakter tymczasowy i było przedstawiane jako nadzwyczajna reakcja na sytuację rynkową, jednak z czasem dopłaty paliwowe stały się stałym elementem polityki cenowej wielu przewoźników, pozwalając szybciej reagować na wahania cen ropy bez konieczności przebudowy całych taryf. W kolejnych latach model ten zaczął jednak budzić coraz większe kontrowersje, a część państw oraz instytucji regulacyjnych zaczęła wymagać większej przejrzystości cenowej. Operatorzy zaczęli stopniowo przenosić koszty paliwa bezpośrednio do taryf bazowych.
Wysokie ceny paliwa nie zwalniają z odpowiedzialności W ostatnich tygodniach ceny paliwa lotniczego gwałtownie wzrosły wskutek napięć wokół Iranu i zakłóceń na rynku ropy. Na początku roku kerozyna kosztowała 85–90 dolarów za baryłkę, a – jak wynika z danych IATA – średnia cena paliwa lotniczego pod koniec marca przekroczyła 200 dolarów za baryłkę. Obecnie baryłka paliwa A-1 jest o 20 dolarów tańsza. Dlatego Komisja Europejska przypomina również, że wysokie ceny paliwa same w sobie nie mogą być uznawane za „nadzwyczajną okoliczność” w rozumieniu rozporządzenia 261/2004 dotyczącego praw pasażerów lotniczych. Oznacza to, że przewoźnicy odwołujący loty z powodów ekonomicznych nadal mogą być zobowiązani do wypłaty odszkodowań pasażerom.
Zdaniem Brukseli wyjątkiem mogłyby być jedynie sytuacje związane z fizycznym brakiem paliwa na konkretnych lotniskach lub administracyjnymi ograniczeniami dostaw wynikającymi z decyzji władz państwowych. To ważny sygnał dla rynku, ponieważ część przewoźników argumentowała, że gwałtowny wzrost kosztów energii powinien zostać potraktowany podobnie jak inne zdarzenia nadzwyczajne, na przykład zamknięcie przestrzeni powietrznej lub ekstremalne zjawiska pogodowe.
Stanowisko Komisji Europejskiej może w najbliższych miesiącach doprowadzić do zaostrzenia nadzoru nad polityką cenową linii lotniczych w całej Europie. Jednocześnie przewoźnicy prawdopodobnie będą coraz częściej przenosić wyższe koszty operacyjne bezpośrednio do cen bazowych biletów, zamiast próbować późniejszych dopłat. W praktyce może to oznaczać dalszy wzrost cen podróży lotniczych w sezonie letnim 2026, szczególnie na trasach europejskich. Dla pasażerów decyzja Brukseli oznacza jednak utrzymanie jednej z podstawowych zasad unijnego rynku lotniczego – cena widoczna podczas zakupu ma pozostać ceną ostateczną i nie może być dowolnie zmieniana po zawarciu umowy przewozu.