Afgańskie loty krajowe to sposób na zaoszczędzenie wielu godzin podróży przez górzysty i słabo utrzymany teren. Za przelot z Mazar-i Szarif do Kabulu zapłaciłem 105 dolarów. W zamian otrzymałem 45-minutowy rejs na pokładzie ponad 29-letniego boeinga 737-300, a nawet skromny poczęstunek.
Afgańska siatka połączeń krajowych jest skoncentrowana na jednym lotnisku – w Kabulu. To właśnie ze stolicy można polecieć do trzech innych ważnych miast kraju: Heratu, Kandaharu oraz Mazar-i Szarif. Na wszystkich tych trasach pasażerów przewożą dwie linie lotnicze: prywatny Kam Air oraz narodowy przewoźnik Ariana Afghan Airlines. Ich floty na połączeniach krajowych opierają się na leciwych boeingach 737.
Leciwy samolot
Sam zdecydowałem się na ofertę Kam Air i lot z Mazar-i Szarif do Kabulu. Podróż, która na mapie może wydawać się stosunkowo krótka (425 kilometórów), w afgańskich warunkach drogowych oznaczałaby wiele godzin spędzonych w samochodzie. Samolot pozwolił mi pokonać tę trasę w zaledwie 45 minut.
Mój rejs obsługiwał boeing 737-300 o rejestracji YA-KMM. Maszyna ma ponad 29 lat, a do floty Kam Air została dostarczona w marcu 2021 roku. Wcześniej, od stycznia 1997 roku, latała w barwach amerykańskiego przewoźnika Southwest Airlines. Samolot ma konfigurację wyłącznie ekonomiczną i może zabrać na pokład jednorazowo 143 pasażerów. Nie ma tu podziału na klasę biznes i ekonomiczną – wszyscy podróżują w tej samej kabinie.
Wiek maszyny wpisuje się w charakter afgańskich połączeń krajowych, na których wykorzystywane są starsze samoloty. Flota Kam Air obejmuje sześć boeingów 737-300, jednego boeinga 737-500 oraz sześć airbusów A340-300. Przewoźnik dysponuje więc zarówno wąskokadłubowymi samolotami wykorzystywanymi na krótszych trasach, jak i szerokokadłubowymi, które latają np. do Stambułu.
Drogi bilet, ale warty swojej ceny
Bilet na trasie Mazar-i Szarif – Kabul kosztował mnie 105 dolarów amerykańskich. Jak na połączenie krajowe, nie jest to mała kwota. Warto jednak spojrzeć na cenę z perspektywy warunków podróżowania po Afganistanie. Od wyjścia z hotelu w Mazar-i Szarif do dotarcia do hotelu w Kabulu minęły zaledwie trzy godziny. W tym czasie udało mi się więc pokonać dystans dzielący oba miasta, uwzględniając nie tylko sam przelot, ale całą podróż od drzwi do drzwi.
Alternatywą byłaby jazda samochodem, która zajęłaby co najmniej 12 godzin. Podróż autobusem trwałaby o trzy godziny dłużej. Trasa prowadzi przez góry, a droga wznosi się miejscami na wysokość około 4000 metrów nad poziomem morza. Co więcej, mniej więcej 70 proc. jej odcinków znajduje się w bardzo złym stanie. Dziury, brak asfaltu i trudne warunki terenowe sprawiają, że podróż lądowa jest czasochłonna i wymagająca.
W takim zestawieniu cena biletu lotniczego nabiera innego znaczenia. Za 105 dolarów kupuje się nie tylko sam przelot, lecz także oszczędność co najmniej dziewięciu godzin w porównaniu z podróżą samochodem. Dla osób, którym zależy na czasie, samolot jest więc rozwiązaniem wartym rozważenia.
Woda, sok mango i afgańska samosa
Jedną z ciekawszych rzeczy podczas mojego lotu był serwis pokładowy. Mimo że chodziło o zaledwie 45-minutowe połączenie krajowe, pasażerowie otrzymali poczęstunek. Na zestaw składały się butelka wody oraz lunchbox. W środku znalazły się sok mango w kartoniku, czekoladowo-orzechowy wafelek i smażony pieróg samosa (Afgańczycy nazywają go sambosa) z farszem mięsno-warzywnym.
To niewielki, ale zauważalny element podróży. Na krótkim odcinku, na którym liczy się przede wszystkim szybkie dotarcie do celu, pasażerowie mogą liczyć na coś więcej niż sam transport. Poczęstunek nie jest oczywiście rozbudowanym posiłkiem, ale pozwala zaspokoić podstawowe potrzeby podczas rejsu.
Samolot zamiast górskiej drogi
Lot z Mazar-i Szarif do Kabulu pokazał, jak dużą rolę odgrywa transport lotniczy w afgańskich realiach. Krajowa siatka połączeń jest ograniczona, a podróż między miastami często oznacza konieczność pokonywania trudnych górskich tras. W tych warunkach nawet starszy boeing 737 może okazać się niezwykle praktycznym środkiem transportu.
Kam Air zaoferował przelot na pokładzie ponad 29-letniej maszyny, w jednoklasowej konfiguracji dla 143 pasażerów, z krótkim serwisem pokładowym. Cena 105 dolarów może początkowo wydawać się wysoka, jednak trzy godziny podróży od hotelu do hotelu wobec co najmniej 12 godzin spędzonych na drodze przemawiają na korzyść samolotu.
W Afganistanie lot krajowy to zatem nie tylko kwestia wygody. To przede wszystkim sposób na znaczące skrócenie podróży w kraju, w którym górzysty teren i stan infrastruktury drogowej potrafią sprawić, że pokonanie odległości między dwoma miastami zajmuje niemal cały dzień.