– Mamy zakontraktowane samoloty dalekiego zasięgu i będziemy konsekwentnie informować o uruchamianiu nowych tras – zapowiedział Michał Fijoł, prezes PLL LOT, podczas spotkania z dziennikarzami w trakcie dziewiątej edycji Kongresu Rynku Lotniczego.
Narodowy przewoźnik w przyszłym roku
zainauguruje połączenie do Hanoi w Wietnamie. Na tym jednak nie poprzestanie. – Pewnie będą kolejne trasy. Będziemy je komunikować we właściwym czasie. Prosimy tutaj wszystkich o wyrozumiałość. To nie jest tak, że my chcemy kryć tajemnice – zapewnił Fijoł.
Zapowiedzi będą dotrzymane
Prezes PLL LOT przypomniał, że już kilka lat temu
narodowy przewoźnik zaprezentował "worek" destynacji dalekiego zasięgu, które będą realizowane. – Ze stosownym wyprzedzeniem uprzedzimy zarówno pasażerów, jak i wszystkich innych o nowych kierunkach. A będą to kierunki z właśnie tego pakietu, który komunikowaliśmy kilka lat temu – przekazał Fijoł.
Jakie czynniki są obecnie według sternika narodowego przewoźnika największym hamulcem do odkrywania nowych tras, zwłaszcza tych dalekich? – Nie ma hamulców, ale uruchamianie każdej nowej trasy, te inwestycje w związku z tym, one muszą być rozłożone w czasie. Dlaczego to jest inwestycja? Dlatego, że trzeba poinformować podróżnych i pozyskać pasażerów. Nie tylko indywidualnych, ale także grupowych. To oznacza, że całe to środowisko turystyczne, cała branża turystyczna musi się przygotować do tego i wpasować – wyjaśnił Fijoł.
Sukces nieoczywistych połączeń
Prezes PLL LOT zwrócił uwagę z jakimi pozytywnymi emocjami branży turystycznej spotykają się takie niestandardowe, nieoczekiwane połączenia jak
Baku czy
Taszkent. Niemniej zaznaczył, że do działania biur podróżnych potrzebna jest przestrzeń.
– To są te wieloletnie umowy, które wiążą nas z branżą turystyczną. Proszę zobaczyć, w jaki sposób w tej chwili tworzone są pakiety, choćby do Stanów Zjednoczonych, nie na ten rok, ale na przyszły rok, gdzie wszyscy już wiedzą, że latamy do San Francisco i można lecieć do Los Angeles, a wrócić później z San Francisco po zwiedzaniu całych zachodnich Stanów Zjednoczonych. To musi być wszystko sfazowane – tłumaczył dalej Fijoł.
Gigantyczne przedsięwzięcie
Według niego jedna trasa dalekiego zasięgu z przygotowaniem rejsu, umowami bilateralnymi oraz całym zapleczem cateringowym to jest gigantyczne przedsięwzięcie finansowe oraz oczywiście wyzwanie wewnątrzorganizacyjne. Przypomniał przy tym, że każdy Dreamliner obsługuje 75 pracujących osób.
– Samolot lata cały czas, a załogi mogą latać 80 do 100 godzin miesięcznie, więc potrzebujemy też szkolić ludzi. To jest proces rozłożony na lata, no i on właśnie tak przebiega. Hamulcem było tylko to, że nie ma samolotów dalekiego zasięgu. Wiem, że były tego rodzaju wątpliwości. No, ale proszę, w tym roku dwa, w następnym dwa. LOT zawsze daje radę – zakończył Fijoł.