– Są połączenia z Gdańska, z których LOT jest bardzo zadowolony i takie, z których jest mniej zadowolony. Ważna jest świadoma i dynamiczna polityka – podkreślił Tomasz Kloskowski, prezes portu lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy w rozmowie z nami podczas dziewiątej edycji Kongresu Rynku Lotniczego, który odbył się 10 września w Warszawie.
Sternik trójmiejskiego lotniska opowiedział nam o wdrażanych i przyszłych inwestycjach oraz o specyfice ruchu czarterowego i związanych z nim ryzykach, a także o
połączeniach PLL LOT i zbliżającej się
inauguracji rejsów Icelandair.
Rafał Dybiński, Rynek Lotniczy: Jak mija sezon letni w Gdańsku? Jak radzicie sobie z tak dużą liczbą pasażerów?
Tomasz Kloskowski, prezes portu lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy: Radzimy sobie bardzo dobrze. Rozbudowaliśmy infrastrukturę jeszcze w czasach pandemii, więc nie ma żadnych problemów.
Na jakim etapie są inwestycje związane z rozwojem w porcie lotniczym Gdańsk?
Zamykamy finansowanie, czyli za dwa tygodnie mam radę nadzorczą, która podejmie już pierwszą uchwałę w tym zakresie. Idziemy razem z PKO SA, bo to jest nasz bank, który nas finansował od lat. Naszą największą inwestycją były płyty postojowe i ich rozbudowa oraz kawałek drogi kołowania. Mamy już prawomocną decyzję środowiskową, więc kończymy projekt, uzyskujemy pozwolenie na budowę, a następnie od razu startujemy z przetargiem i lecimy. Ponadto powiększamy hangar z jednego stanowiska na trzy. Jesteśmy na etapie projektowania. Jak tylko projekt będzie gotowy i pozwolenie na budowę, to również lecimy. Jeśli natomiast chodzi o drugi biurowiec, bo to są takie trzy największe, projektu Airport City Gdańsk, to mamy pozwolenie na budowę i na przełomie roku przygotowujemy się do zrobienia przetargu, żeby wiosną ruszyć sobie z budową, więc później półtora roku i mamy drugi budynek.
Czy w obecnej sytuacji geopolitycznej trudniej jest utrzymać istniejących przewoźników, czy pozyskiwać nowych?
Zawsze trudniej jest chyba pozyskiwać nowych. Jeżeli już bowiem przewoźnik jest i poznał się z nami, to tematów wspólnych jest tak dużo, że żeby się pozbyć, to by się musiało coś się stać na rynku. Niekoniecznie na naszym lotnisku, ale ogólnie na rynku. Trudniejsze zdecydowanie jest więc pozyskiwanie tych nowych przewoźników.
Zapytałem o to ze względu na wojnę w Ukrainie i napięcia na Bliskim Wschodzie. Wydaje się, że Was to mniej dotyka.
Uważam jednak, że dotyka wszystkich. Pamiętajmy, że to są wojny, a to dla jakiegokolwiek obrotu gospodarczego, to jest dramat. Oczywiście są spekulanci, którzy na tym zarabiają, ale generalnie to jest dramat i niepewność, a już dla branży lotniczej to jest szczególny dramat. To, że akurat nie mamy połączeń i nie straciliśmy pasażerów, tak jak Kraków czy Poznań, czyli lotnisk ukrytych w tym pytaniu, to nie ma znaczenia, bo to jest dalej taki cios dla całej branży. Pamiętajmy, że wszystkie linie z Półwyspu Arabskiego, tak naprawdę od rozpoczęcia wojny w Ukrainie, tak naprawdę się zawiesiły. Mieliśmy już dwa razy wynegocjowane wejścia tych przewoźników, ale wszystko się rozbiły przez wojnę.
Air Arabia w Gdańsku to jest więc takie do trzech razy sztuka. Wcześniej byliśmy dogadani z innym przewoźnikiem. Na wojnie jednak raczej wszyscy wstrzymują się z inwestycjami.
Porównując Poznań i Gdańsk dostrzegamy, że w stolicy Wielkopolski większe znaczenie niż u Was mają czartery. Potencjał obu lotnisk, biorąc pod uwagę całą aglomerację Trójmiasta, wydaje się zbliżony.
Musimy w tym przypadku wziąć pod uwagę dwie różnice. Jedna to jest historia. Poznań historycznie, oprócz Warszawy i Katowic, był takim trzecim rynkiem czarterowym w Polsce. Jeżeli touroperatorzy i pasażerowie przyzwyczaili się, że od lat latają z Poznania, to nie ma w tym nic dziwnego, że to przyzwyczajenie bardzo ciężko zmienić. Druga sprawa, to pamiętajmy, że mamy na północy morze. Nasz obszar ciążenia jest o połowę mniejszy od poznańskiego. Gdybym więc ja był touroperatorem, to też byłoby mi łatwiej ściągnąć do każdego kierunku do Poznania, który tak naprawdę obsługuje północ Polski, niż ciągnąć wszystkich do Gdańska. Z takiego nawet typowego mapowego spojrzenia to po prostu ma sens. Niemniej rozwijamy się w tym ruchu 10 proc. w skali roku. Ja się nawet cieszę w sumie, że ten ruch czarterowy nie jest naszym największym silnikiem. Znacznie lepiej bowiem rozwijają mi się tanie i tradycyjne linie. Cieszę się, bo nie chciałbym nawet być tak uzależniony od ruchu czarterowego. On jest super jak rośnie i jak się wszystko fajnie dzieje, ale jak się zdarzy jakiś zamach terrorystyczny czy turbulencje w jednym z tych trzech krajów, a mam na myśli Turcję, Egipt i Grecję, to wtedy też będzie tam tąpniecie. Wtedy ja wolę oprzeć się na tej grubszej nodze, która jest właśnie tymi tradycyjnymi i tanimi liniami lotniczymi. Nie będę więc płakał w takich sytuacjach, że ten ruch czarterowy jest trochę mniejszym segmentem.
Jak sprzedają się nowe połączenia PLL LOT z Gdańska?
To jest oczywiście pytanie przede wszystkim do PLL LOT. Ja mogę powiedzieć, że są połączenia z Gdańska, z których LOT jest bardzo zadowolony i takie, z których jest mniej zadowolony. Jak był mniej zadowolony, to zrezygnował z trasy do Oslo i
otworzył nam Paryż. Nic tylko, całować po rękach, bo dostaliśmy kolejny hub, więc super zmiana, ale ważniejsza jest właśnie taka świadoma i dynamiczna polityka, czyli nie brniesz, inwestujesz w jakieś połączenie, które ze względu na walkę konkurencyjną nie wypala, tylko w ciągu jednej symbolicznej nocy dokonujesz korekty strategii, idziesz w nowy punkt i sprawdzasz, co tam się dzieje. Bardzo dobrze mi się współpracuje z takimi partnerami.
Na koniec zapytam o Icelandair. Jakie są oczekiwania przed inauguracją tych rejsów?
Chciałbym oczywiście, żeby im się ten ruch sprawdził, zatrybił i odpalił. Myślę, że w tym przypadku kibicuje mi cała Polska, bo jeżeli Icelandair sprawdzi się u nas, no to pójdzie dalej na Polskę. Historycznie oni mieli z nami największe koneksje i najczęściej do nas latali, jeszcze tak czarterowo troszeczkę, więc spróbujmy wykorzystać ten potencjał i te nasze 5 minut, ale odpowiedzą przede wszystkim pasażerowie. Zobaczymy, wszystko jest w rękach rynku.