Zdaniem prezesa Lotniska w Gdańsku decyzja Lufthansy o zamknięciu CityLine i anulowaniu wielu tras w regionie to strzał w kolano. Utrata połączenia niemieckiego przewoźnika nie odbije się negatywnie na lotnisku. – Rynek po prostu nie znosi próżni. I w związku z tym nie korygujemy [prognoz – red.], to nie jest aż takie mocne uderzenie w nasz ruch lotniczy – mówi Kloskowski.
W połowie kwietnia
Grupa Lufthansa ogłosiła nową strategię, która ma być odpowiedzią na gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego oraz rosnące koszty związane ze sporami pracowniczymi. Nowy pakiet działań obejmuje redukcję zdolności przewozowych, wycofywanie starszych samolotów oraz dalsze ograniczenia kosztów administracyjnych.
Podjęto m.in. decyzję o zamknięciu linii Lufthansa CityLine oraz anulowaniu kilku tras do Polski.
Cięcia objęły m.in. połączenie z Gdańska do Monachium.
Lufthansa strzela sobie w kolano – Lufthansa strzela sobie w kolano – mówi Tomasz Kloskowski, prezes zarządu Gdańsk Airport, komentując decyzje Lufthansy o zamknięciu spółki CityLine. Dodaje przy tym, że jest w stanie zrozumieć sytuację przewoźnika, który przy niskiej rentowności zmaga się także z roszczeniami pracowniczymi pilotów i personelu pokładowego, ale nie wyobraża sobie, że Lufthansa, która przez lata budowała dwa huby w Monachium i Frankfurcie sama z tego zrezygnuje.
– Myślę, że tam jest jeszcze jakiś ruch konika szachowego, którego nie znamy, ale ja się spodziewam, że Lufthansa wróci z tym hubem w Monachium, tylko nie wiem kiedy. Nie wiem ile to potrwa, bo to musi być decyzja dla Lufthansy opłacalna – dodaje Kloskowski i od razu przypomina, że rynek jednak nie znosi próżni.
– To co jest cierpieniem Lufthansy, to jest radością KLM-u z Amsterdamem, to jest radością SAS-u z Kopenhagą, to jest radością LOTu z Warszawą i nową siatką połączeń. I wszyscy inni przewoźnicy sieciowi w Gdańsku zacierają ręce. I tak się dzieje też na innych lotniskach, gdzie Lufthansa tnie swoje połączenia hubowe – dodaje. Lotnisku w Gdańsku nie widzi więc powodów by korygować w obecnej sytuacji prognozy liczby pasażerów na ten rok. Spodziewa się także, że pierwszą reakcją części przewoźników może być podstawienie większych samolotów obsługujących trasy do hubów.
Gdańsk prognoz nie zmienia – Nie zmieniamy prognozy. Zawsze na rynku jest tak, że mimo planów zawsze jakieś połączenia nie wypalają, ale w międzyczasie, w ciągu roku pojawiają się nowe, których nie przewidywaliśmy. Bo taki jest rynek. Rynek po prostu nie znosi próżni. I w związku z tym nie korygujemy, to nie jest aż takie mocne uderzenie w nasz ruch lotniczy – podkreśla.
– Zobaczymy, jak ruch czarterowy będzie wyglądał, ale jak patrzę na tą zimną pogodę za oknem, to się aż cieszę, aż jestem przeszczęśliwy, że taka pogoda, niech ona się jak najdłużej trzyma w Polsce, to wtedy ruch czarterowy będzie na najwyższym poziomie w historii – zaznacza Kloskowski.
Prezes gdańskiego lotniska zwraca także uwagę na to, że pomimo wielu analiz prowadzonych przez przewoźników nie zawsze do końca wiadomo jakie połączenie wypali. W ostatnim czasie pozytywnym zaskoczeniem były m.in. trasy do „byłych demoludów”. Uruchomienie tras do Popradu, Budapesztu, Bratysławy czy Bukaresztu sprawiło, że wielu obywateli z tych państw zaczęło latać do Gdańska.
– To jest rynek. W związku z tym jest to walka konkurencyjna o pasażera. I jeżeli przewoźnicy toczą ze sobą tą walkę, oczywiście jeden na tej walce wyjdzie lepiej, drugi gorzej. Może będzie tak, że ktoś zniknie z danego rynku, ale może też się okazać, że taka walka konkurencyjna dzięki tańszym biletom lotniczym pomoże zaktywizować jeszcze większy popyt na tym rynku. Na dwoje babka wróżyła – kończy.
Warto pamiętać, że ostatnio
trzy nowe trasy z Gdańska uruchomił PLL LOT, nie są one jednak bezpośrednią konkurencją dla anulowanych przez Lufthansę.