Program certyfikacyjny najnowszego szerokokadłubowego samolotu Boeing 777-9 wchodzi w kolejną wymagającą fazę. Producent przeprowadził jeden z kluczowych testów bezpieczeństwa, tzw. próbę maksymalnej energii hamowania przy przerwanym starcie tzw. rejected take-off., w bazie Edwards Air Force Base.
Podczas testu samolot został załadowany do maksymalnej masy startowej, a załoga rozpędziła maszynę do prędkości około 190 węzłów (ok. 352 km/h), po czym przerwała start (tzw. rejected take-off) i uruchomiła pełne hamowanie. Zgodnie z procedurami certyfikacyjnymi nie użyto odwracaczy ciągu, a całość energii hamowania przejęły wyłącznie hamulce.
Test został dodatkowo zaostrzony poprzez wykorzystanie elementów hamulcowych zużytych do granic eksploatacyjnych, co pozwala odwzorować najbardziej wymagający, skrajny scenariusz. Jak podkreślają inżynierowie, są to warunki, które w praktycznej eksploatacji niemal nie występują, jednak są wymagane przez przepisy.
W trakcie próby układ hamulcowy wygenerował energię przekraczającą 1,36 miliarda Nm momentu obrotowego, co doprowadziło do rozgrzania hamulców do temperatur przekraczających 2 500 stopni Fahrenheita, czyli około 1 370°C. W wyniku tak wysokiej temperatury stopieniu uległy tzw. bezpieczniki termiczne w kołach, co, zgodnie z założeniami konstrukcyjnymi, doprowadziło do kontrolowanego uwolnienia powietrza z opon.
Testowi towarzyszyły służby ratownicze, które, zgodnie ze scenariuszem, odczekały pięć minut przed interwencją, symulując rzeczywistą reakcję w sytuacji awaryjnej. Po zakończeniu próby koła i hamulce zostały schłodzone wodą.
Przeprowadzone testy stanowią część szeroko zakrojonego procesu certyfikacji prowadzonego wspólnie z amerykańską Federalną Administracją Lotnictwa (FAA). Ich celem jest potwierdzenie bezpieczeństwa, niezawodności i osiągów nowej konstrukcji. Według przedstawicieli producenta próba przebiegła zgodnie z planem, a jej wyniki potwierdzają gotowość samolotu do
kolejnych etapów certyfikacji i przyszłych dostaw dla klientów.