Zima zawsze zaskakuje drogowców, ale pracowników branży lotniczej nie zaskakuje i nie może zaskakiwać. – W tym roku również nie zaskakuje, zarówno w grudniu, jak i w styczniu – zapewnia Łukasz Chaberski, prezes zarządu PPL.
Najważniejsze w zimowych miesiącach jest bezpieczeństwo i tym kierują się nadzorujący operacje na krajowych lotniskach, chociaż jak sami przyznają bieżący sezon zimowy jest najtrudniejszy od kilkunastu lat.
– Wszyscy widzimy warunki jakie teraz mamy, oczywiście są chwilowe pewne problemy, nie tylko na Lotnisku Chopina, związane z marznącym deszczem czy gołoledzią, ale kluczowym parametrem jest bezpieczeństwo. Infrastruktura jest przygotowana należycie. Niemniej zima nie wyglądała tak od trzynastu lat – zwrócił uwagę Chaberski podczas spotkania z dziennikarzami, na którym przedstawiono
prognozy dotyczące Lotniska Chopina.
Wydatki większe niż przed rokiemCo sprawia, że wszystkie operacje na stołecznym lotnisku są bezpieczne? – Mamy trzynaście zestawów sprzętu, które odśnieżają drogi startowe, jeden przejazd o szerokości 45 metrów, dzięki któremu jesteśmy w stanie w mniej niż około 30 minut oczyścić całe lotnisko, nie tylko drogi startowe, ale też kluczowe drogi kołowania. Mamy siedem oczyszczarek płytowych, mamy trzy sprzęty osłony chemicznej, mamy pługi wirnikowe i one wszystkie działają na 100 proc. Wykorzystaliśmy już 1850 ton różnego rodzaju chemii. To jest 1255 litrów płynu i prawie 600 ton granulatu. Trzeba powiedzieć, że to nie jest tanie – podkreślił prezes PPL.
Lotnisko Chopina wydało już na utrzymanie w akcji zima prawie 14 mln złotych. To jest znacząco więcej niż w zeszłym roku. Chaberski poruszył przy tym ważną kwestię. – Po pierwsze jesteśmy zabezpieczeni zarówno sprzętem, ludźmi, bo to jest kluczowy właśnie ten element, o którym warto mówić. Ci ludzie do perfekcji dopracowali pewne procedury i technologie utrzymania naszego lotniska. Wywieźliśmy już poza lotnisko ponad 10 ton śniegu – ujawnił prezes PPL.
– Jesteśmy gotowi na wszystkie warunki atmosferyczne. Oczywiście zdarza się tak, że to również pewnie sami zaobserwujecie czasami w popularnym serwisie flightradar, że mamy pewne opóźnienia, a to są opóźnienia operacyjne z dwóch powodów. Jeśli jest naprawdę duży opad i jest potrzeba, to żebyśmy odśnieżyli całe lotnisko, to wtedy samoloty bezpiecznie przebywają w powietrzu przez 15-20 minut. W drugim przypadku, przy niesprzyjających warunkach, każdy praktycznie statek powietrzny przed odlotem jest odladzany i to zależy jaka to jest pogoda, czasem wystarczy tylko odladzać krawędzie natarcia i stery, a czasami po prostu pogoda jest tak niesprzyjająca, że praktycznie ten samolot musi być cały odladzany. Wówczas zwiększają się koszty, jak i wydłuża się czas takiego działania. Przepustowość tej możliwości odladzania jest bowiem mniejsza niż liczba operacji, które mają się odbywać. Tak było w przeddzień Sylwestra, czy niedawno 11 stycznia, gdy mieliśmy te trudnie dni z marznącym deszczem i gołoledzią. Były pewne trudności operacyjne, ale żadnego paraliżu na lotnisku nie spowodowały – przypomniał Chaberski.
Takich lotnisk już się nie budujePrezes PPL podkreślił przy tym, że w 91-letniej historii Lotniska Chopina stołeczny port nie został nigdy zamknięty ze względu na warunki pogodowe czy jakiekolwiek inne kwestie. – To jest zasługa głównie pracujących tam ludzi. Tak jak powiedziałem, zdarzają się opóźnienia, chwilowe wstrzymania startów lub lądowań, gdy warunki są trudne. W lato to są nawałnice, jakieś burze, ale to są kwestie operacyjne, z którymi sobie radzimy – zapewnił Chaberski.
Prezes PPL wspomniał na koniec o dodatkowym problemie w stołecznym porcie związanym z krzyżującymi się drogami startowymi. – Takich lotnisk już się nie robi, już mało takich w ogóle pozostało. To nie jest wcale ułatwienie, to jest utrudnienie. Tak naprawdę nie mamy dróg startowych, raczej można powiedzieć, że mamy półtorej drogi startowej, ale to są kwestie operacyjne – dodał Chaberski.