Partner serwisu
PASAŻER I LINIE LOTNICZE

Pierwsza kapitan Dreamlinera w Europie: Samoloty mają duszę (Wywiad)


Wstecz Dalej

Autor:

Emilia Derewienko

Data publikacji:
2021-03-13 08:30
Tagi:
Tagi geolokalizacji:
Źródło:
Rynek-Lotniczy.pl

Podziel się ze znajomymi:

facebookLogolinkedInLogolinkedInLogo
emailLogowykopLogogooglePlusLogo

 

Pierwsza kapitan Dreamlinera w Europie: Samoloty mają duszę (Wywiad)
Zdjęcie z archiwum prywatnego
Pierwsza kapitan Dreamlinera w Europie: Samoloty mają duszę (Wywiad)
Pierwsza kapitan Dreamlinera w Europie: Samoloty mają duszę (Wywiad)
– Zrezygnowałam z atrybutów kobiecości i postawiłam na uniwersalność, aby płeć nie była na pierwszym planie. Chciałam, żeby za sterami zauważano przede wszystkim moje kompetencje – mówi w rozmowie z Rynkiem Lotniczym Kapitan Adelajda Szarzec-Tragarz, pierwsza kobieta za sterami Dreamlinera w Europie i pierwsza pilot linii lotniczych w Polsce.
Emilia Derewienko, Rynek Lotniczy: Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam książkę „Kobiety na skrzydłach”, zwłaszcza rozdział poświęcony Pani karierze. Dowiadujemy się z niego, że Pani rodzina nie miała żadnych związków z lotnictwem. Dlaczego wybór padł więc akurat na tę dziedzinę?

Kpt. Adelajda Szarzec-Tragarz, pierwsza pilot linii lotniczych w Polsce: To był zupełny przypadek. Moja pasja lotnicza rozwinęła się gdy chodziłam do Technikum Mechaniczno-Elektrycznego w Bielsku Białej i wraz z koleżanką poszłyśmy na kurs szybowcowy. Lotnictwo okazało się wciągające, wymagało poświęcenia czasu i energii. Każdy wolny dzień spędzałam na lotnisku, nie interesował mnie świat dyskotek – nie było to zresztą wówczas tak powszechne jak teraz. W czasie kursu wiele młodzieży się wykruszyło, lotnictwo wymagało odpowiedniego zaangażowania. Dobrze sobie radziłam, otrzymałam zachętę od instruktorów, pasjonowało mnie zdobywanie kolejnych stopni wykształcenia.

Jak wówczas wyglądało szkolenie szybowcowe? Tamten system różnił się pewnie od obecnego.

Tak, przede wszystkim szkolenie było bezpłatne, co oznaczało również większą konkurencję, ale i wymagało od kursanta dużego zaangażowania. Na początku był egzamin teoretyczny, następnie praktyczny – wtedy też odpadały osoby, które nie były wystarczająco cierpliwe. Teraz podjąć kurs może niemal każdy, jeśli ma na to odpowiednie środki – oczywiście ze świadomością, że to specyficzna umiejętność. To nie jest kurs na prawo jazdy.

Z pewnością wiele się zmieniło, choć obecność kobiet w lotnictwie jest wciąż na dość niskim poziomie. A jednak zdecydowała się Pani pójść dalej i została Pani pierwszą pilotującą kobietą w PLL LOT. W książce wspominała Pani, że musiała stale udowadniać, że się nadaje do tej pracy?

To prawda, kobiety w lotnictwie komunikacyjnym w naszym kraju stanowią około 8 proc. ogółu pilotów. Musiałam przede wszystkim określić jasno swoją postawę. Znaczną większość stanowisk pilotów zajmują mężczyźni, chciałam się wtopić w to towarzystwo. Zrezygnowałam z atrybutów kobiecości i postawiłam na uniwersalność, aby płeć nie była na pierwszym planie. Chciałam, żeby za sterami zauważano przede wszystkim moje kompetencje. Szala nie może przechylać się na żadną ze stron, zresztą nie mogłabym wejść do kokpitu na obcasach, nie byłoby to dla mnie praktyczne czy wygodne.

Czy ograniczenia wynikały również ze sprzętu? Samoloty typu Ił czy Antonow były skonstruowane w sposób, który wymagał od pilota tężyzny fizycznej.

Rzeczywiście w przypadku sterowania An-24 trzeba było użyć siły. To zmieniało się stopniowo, samoloty były dostosowane do swoich czasów, na szczęście były wciąż udoskonalane. Prawdziwy przewrót nastąpił, gdy LOT zakupił amerykańskie samoloty firmy Boeing.

Czy to była duża zmiana?

Bardzo duża. Zmienił się nie tylko system szkoleń, ale i współpracy w załodze. Kiedyś załoga kokpitowa była liczniejsza, poza dwoma pilotami zasiadał w niej także nawigator i mechanik pokładowy. Po tym, jak przesiedliśmy się na Boeingi, mieliśmy ułatwione zadanie – wiele funkcji wykonywanych przez człowieka można było scedować na systemy samolotu. Inaczej wyglądały także szkolenia – kiedyś trzeba było znać szczegóły konstrukcyjne samolotów, natomiast przy Boeingach mogliśmy się bardziej skupić na samych operacjach lotniczych.

Czym różnił się system szkolenia w ZSRR od amerykańskiego?

Szkoła radziecka była siermiężna, metoda była taka, by uczyć się wszystkiego na pamięć. Dzisiejsze szkolenia są krótkie, a wiedza skondensowana – takie szkolenie musi być opłacalne ekonomicznie. Mamy pomoc instruktorów, w dużym stopniu wykorzystuje się przekaz cyfrowy oraz symulatory lotu, znacznie zmieniło się podejście do pilotów.

Która maszyna była Pani ulubioną?

Boeing 737. To był pierwszy samolot po wymianie z radzieckiego sprzętu. Loty na Boeingu 737 zbiegły się również z bardzo dobrym okresem w moim życiu osobistym i karierze, może dlatego tak dobrze go wspominam. Mam jeszcze tylko małą uwagę – dla mnie słowo maszyna, którego Pani użyła, jest bardzo suche. Maszyny nie mają duszy, ale samoloty – tak.

W takim razie słowo o większych samolotach. Była Pani pierwszą kapitan w Europie i w Polsce, latającą na Dreamlinerze.

Wcześniej latałam jako kapitan na B767, więc zmiana mimo różnic technologicznych nie była dla mnie aż tak duża jak w poprzednim okresie. Podobne trasy, lotniska i procedury ułatwiały przejście zmian. Gdy do floty LOT-u weszły Boeingi 787 Dreamliner, od razu zostałam kapitanem, tak się rzeczywiście stało.

Czy pamięta Pani jakąś niebezpieczną sytuację podczas lotu?

Samoloty są na tyle bezpieczne, a załoga tak dobrze wyszkolona, że przy obsłudze zakłóconego różnymi problemami technicznymi lub pogodowymi lotu jest do opanowania. Zdarzały się oczywiście loty trudniejsze. Silna turbulencja czy nieplanowane lądowania z przyczyn medycznych, kiedy liczy się każda minuta, aby choremu pasażerowi uratować życie, powodują dodatkowy stres. W takich przypadkach ważna jest dobra współpraca w załodze oraz wsparcie ze strony personelu pokładowego. Wspólnie pokonujemy sytuacje kryzysowe.

Zdarzyły mi się oczywiście sytuacje trudniejsze, na przykład kiedy podczas turbulencji nie było widać przyrządów. Wielokrotnie w swojej karierze musiałam wykonać nieplanowane lądowanie z przyczyn medycznych. Musieliśmy znaleźć najbliższe lotnisko, aby bezpiecznie wylądować, a pasażer mógł zostać przewieziony do szpitala. To trudne, bowiem zdarza się, że najbliższy port lotniczy jest oddalony o dwie godziny lotu.

Przymusowe lądowanie rodzi też wiele problemów organizacyjnych – trzeba potem uzyskać zgodę i odpowiednie dokumenty do odlotu, pasażerowie się niecierpliwią. Bywa i tak, że po awaryjnym lądowaniu i dalszym oczekiwaniu na odlot z lotniska czas pracy załogi zostanie przekroczony i nie pozwala na kontynuowanie lotu. Dlatego tak ważne jest, aby zwłaszcza na dalekich trasach latała doświadczona załoga, przygotowana do sytuacji kryzysowych.

Jakie są plusy wyboru takiej ścieżki zawodowej?

To bardzo ciekawa praca, która pozwala na odwiedzenie wielu miejsc na świecie. Często pobyt w miejscu poza domem trwa od 1 do 2 dni przy operowaniu dwa razy w tygodniu. Można wtedy wiele zobaczyć. Jednak nie udało mi się być na wszystkich kontynentach. Może uda się kiedyś polecieć prywatnie…

Na pewno są też jakieś minusy.

Najbardziej dokuczliwa jest zmiana czasu. Przy czterech dalekich lotach w miesiącu huśtawka dla organizmu jest ogromna. Początkowo każdy łatwo znosi takie zmiany, ale po około dwóch latach taki tryb życia daje o sobie znać, i zazwyczaj bywa męczący.

Podziel się z innymi:


facebookLogolinkedInLogolinkedInLogoemailLogowykopLogogooglePlusLogo
ZOBACZ RÓWNIEŻ:
LOT: Zmiana procedury odprawy. Osobiście po odbiór kart pokładowych

Pasażer i linie lotnicze

LOT: Zmiana procedury odprawy. Osobiście po odbiór kart pokładowych

Emilia Derewienko 11 marca 2021

Nieoficjalnie: LOT otworzy regularne połączenia do Dubaju!

Pasażer i linie lotnicze

Nieoficjalnie: LOT otworzy regularne połączenia do Dubaju!

Emilia Derewienko 05 marca 2021

 

 

 

 

 

 

Śledź nasze wiadomości:
Zapisz się do newslettera:
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na:
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
  • przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w Warszawie, adres: ul. Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.


współpraca

 Rynek Kolejowy Transport Publiczny Rynek Infrastruktury ZDG TOR
© ZDG TOR Sp. z o.o. | BM5