Lotnisko Amsterdam Schiphol przeżywa jeden z najtrudniejszych okresów operacyjnych w ostatnich latach. Od piątku, 2 stycznia, do dziś (7 stycznia), odwołano tam już ponad 3 200 lotów. Tysiące pasażerów utknęło na lotnisku lub nie mogło wyruszyć w zaplanowaną podróż, a skutki paraliżu są odczuwalne w całej europejskiej siatce połączeń lotniczych.
Dane serwisu Flightradar24 pokazują, jak dramatycznie wyglądała sytuacja w pierwszych dniach stycznia:
- Piątek, 2 stycznia – 345 odwołanych lotów
- Sobota, 3 stycznia – 384
- Niedziela, 4 stycznia – 569
- Poniedziałek, 5 stycznia – 711
- Wtorek, 6 stycznia – 563
- Środa, 7 stycznia – 679 (stan na południe)
Najgorzej było w poniedziałek, kiedy odwołano około 60 proc. wszystkich zaplanowanych operacji, zarówno przylotów, jak i odlotów. Narodowy przewoźnik Niderlandów, KLM, musiał w jeden dzień skasować aż 300 rejsów. Europejska organizacja zarządzania ruchem lotniczym Eurocontrol ostrzegała, że w środę odwołanych może zostać nawet 70 proc. lotów.
Dlaczego doszło do tak poważnych zakłóceń?Choć główną przyczyną problemów są intensywne, wielodniowe opady śniegu, lista czynników jest znacznie dłuższa. Pierwsze problemy pojawiły się przy odladzaniu samolotów. Nawet cienka warstwa lodu na skrzydłach może znacząco wpłynąć na siłę nośną, dlatego przed startem wszystkie kluczowe powierzchnie muszą być całkowicie wolne od śniegu i lodu. KLM dysponuje na Schiphol flotą 25 pojazdów do odladzania i odpowiada nie tylko za własne samoloty, lecz także za większość maszyn innych linii. Od piątku zużywano nawet 85 tys. litrów płynu odladzającego dziennie, co doprowadziło do krytycznych braków w zaopatrzeniu.
Kolejna kwestia, to ograniczony czas na start po odladzaniu. Po zastosowaniu specjalnego płynu do odladzania samolot ma określony czas (tzw. holdover time), w którym musi wystartować. Im intensywniejsze opady, tym krótsze jest to okno czasowe. Jeśli samolot nie zdąży wystartować, musi wrócić do ponownego odladzania, co dodatkowo pogłębia opóźnienia. Ponadto duże opady powodują zmniejszoną przepustowość dróg startowych. Mimo, że załoga lotniska nieustannie odśnieża pasy startowe, drogi kołowania i płyty postojowe, to przy ciągłych opadach jest to praca bez końca. Dodatkowo niekorzystne warunki wiatrowe ograniczały możliwości operacyjne lotniska zmieniając kierunki startów i lądowań.
Kolejnym punktem jest ograniczona infrastruktura zimowa. Amsterdam rzadko doświadcza tak surowych warunków zimowych. Choć Schiphol jest przygotowane na zimę, jego infrastruktura nie jest przystosowana do wielodniowych, intensywnych opadów śniegu, w przeciwieństwie do innych lotnisk np. w Skandynawii. Następnie pojawia się efekt domina w europejskiej siatce połączeń. Problemy na jednym dużym lotnisku szybko rozprzestrzeniają się na całą Europę. Linie często decydowały się na odwołanie rejsów do Amsterdamu, obawiając się, że samoloty utkną tam na wiele godzin lub dni, powodując kolejne zakłócenia.
Kryzys z płynem do odladzaniaWe wtorek KLM poinformował, że zapasy płynu odladzającego osiągnęły krytycznie niski poziom, co groziło całkowitym wstrzymaniem operacji. Niestety producent płynu nie był w stanie zorganizować transportu, więc KLM w trybie pilnym zorganizował na własną rękę dostawy awaryjne od dostawców, głównie z Niemiec. Pierwsza partia dotarła na lotnisko w środę rano, a kolejne są w drodze.
Mimo to linie lotnicze, w tym KLM, prewencyjnie odwołały setki lotów. Według najnowszych danych Flightradar24, tylko 7 stycznia anulowano już 346 odlotów i 333 przyloty.
Kiedy sytuacja się poprawi?Prognozy nie napawają optymizmem. Aktualna prognoza TAF dla lotniska Schiphol wskazuje na dalsze opady śniegu przez całą środę oraz możliwość deszczu ze śniegiem w godzinach popołudniowych i wieczornych. Oznacza to, że utrudnienia mogą potrwać jeszcze kilka dni. Pasażerowie planujący podróż przez Amsterdam powinni przygotować się na dalsze zakłócenia i na bieżąco sprawdzać informacje przekazywane przez linie lotnicze.