Rok 2025 na Lotnisku Chopina przyniósł dalszy spadek znaczenia ruchu tranzytowego oraz wzrost liczby pasażerów linii niskokosztowych oraz czarterowych. Większych zmian w strukturze ruchu możemy się spodziewać dopiero po zakończeniu rozbudowy lotniska.
Nowa prognoza przygotowana przez IATA Consulting pod koniec roku 2024 dla CPK zakłada, że w całym okresie do 2060 r. liczba pasażerów transferowych, jak i tych w ruchu docelowym na CPK będzie rosła. Przyjęto, że w roku 2025 ruch transferowy na Lotnisku Chopina osiągnie poziom 24%, a w okresie 2027-2029 będzie utrzymywał się na poziomie 27%, by wzrosnąć do 29% w roku 2032.
Większa dynamika wzrostu ruchu transferowego zakładana jest dopiero na CPK. IATA przewiduje w 2035 roku udział ruchu transferowego na poziomie ok. 37 proc. Długoterminowo obecna prognoza zakłada wzrost do 40 proc. Po roku od poprzedniej publikacji sprawdzamy jak te założenia się sprawdziły i jak wygląda obecnie struktura ruchu na Lotnisku Chopina.
Ruch transferowy – ciągle poniżej roku 2019 W roku 2019 pasażerowie przesiadający się na stołecznym lotnisku na inny lot stanowili aż 31 proc. ogółu podróżnych i to był największy odsetek w ciągu ostatnich lat. Później przyszła pandemia i liczba transferów znacząco spadła.
Szybka odbudowa ruchu po roku 2021 dotyczyła w pierwszej kolejności przewozów czarterowych i niskokosztowych, a w zdecydowanie mniejszym stopniu tradycyjnych przewoźników i ruchu biznesowego. W efekcie w roku 2024 odsetek pasażerów transferowych spadł do 24 proc., czyli o 7 p.p. względem roku 2019. Ten trend utrzymał się w roku 2025, kiedy to odsetek transferów spadł do poziomu 23 proc.
Oznacza to, że w roku ubiegłym ruch transferowy osiągnął poziom nieco powyżej 5,5 mln pasażerów i był o ok. 300 tys. niższy niż przed pandemią.
– Liczba pasażerów w ruchu transferowy od kilku lat rośnie, ale rzeczywiście obecnie jest zbliżony do stanu przed pandemią. Ma na to wpływ kilka czynników. Na pewno jest to dynamiczny rozwój połączeń point-to-point, ale także nasze uwarunkowania infrastrukturalne, jak i narodowego przewoźnika. Wiemy, że LOT ma swoją strategię, w tym zakresie i wiemy, że w perspektywie kilku lat do floty dołączy więcej samolotów szerokokadłubowych, co wpłynie na strukturę ruchu. W roku 2032 wskaźnik ten powinien wrócić do poziomu ok. 30 proc., ale możliwości bardziej dynamicznego wzrostu da dopiero nowe lotnisko – tłumaczy Łukasz Chaberski, prezes zarządu Polskich Portów Lotniczych (PPL).
Tani przewoźnicy podbijają Okęcie I tutaj prezes Chaberski ma racje – najszybciej od czasu zakończenia pandemii na Lotnisku Chopina rośnie ruch point-to-point i przewoźnicy niskokosztowi. W roku 2019 odnotowano 3,2 mln osób korzystających z takich linii, co stanowiło 17 proc. podróżnych w stołecznym porcie. Po okresie pandemicznego załamania do roku 2024 liczba ta wzrosła do poziomu 5,1 mln pasażerów, a w ostatnim roku osiągnęła poziom 6,5 mln podróżnych, co stanowi aż 27 proc. wszystkich obsługiwanych w Warszawie osób.
Skala tej zmiany musi robić wrażenie – pasażerów tanich przewoźników jest teraz na Okęciu ponad dwa razy więcej niż sześć lat temu i nic nie wskazuje na to, żeby w tym roku ten trend miał się odwrócić. Co więcej, niewiele lotnisk regionalnych Polsce obsługuje porównywalną liczbą pasażerów low-costów, co Chopin.
Trzeba jednak pamiętać, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy Ryanair znacząco ograniczał oferowanie z Modlina i nie latał z Radomia, zaś obecność Wizz Aira na tym drugim lotnisku była szczątkowa. Obaj przewoźnicy głośno mówili o tym, że chcieliby rozwijać się na Okęciu, ale port ten daje co raz mniejsze możliwości uruchamiania nowych połączeń.
Mocna pozycja ruchu czarterowego Ciekawe wygląda również sytuacja w segmencie czarterowym. W roku 2019 na Lotnisku Chopina przypadało na niego jedynie 11,7 proc., co oznaczało niemal 2,2 mln pasażerów. W kolejnych pandemicznych latach liczba podróżnych była oczywiście niższa, ale w roku 2020 na czartery przypadało 13,1 proc. pasażerów, a w 2021 stanowili oni ponad 20 proc. podróżnych korzystających z Okęcia – ten rekordowy wskaźnik zawdzięczamy pierwszym postcovidowym wakacjom.
W roku 2025 warszawski port odnotował 3,4 mln pasażerów w tym segmencie co przekładało się na 14 proc. udział. Liczba podróżnych korzystających z przewozów czarterowych była w ubiegłym roku o 53,5 proc. wyższa niż sześć lat wcześnie.
Stagnacja u przewoźników sieciowych Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku tradycyjnych przewoźników sieciowych. W roku 2019 obsłużyli oni na Lotnisku Chopina 13,46 mln pasażerów, co stanowiło 71,4 proc. całości podróżnych. W roku 2020 liczba ta spadła do 3,72 mln, a udział nie przekroczył 70 proc.
W kolejnych latach pasażerowie, zwłaszcza ci biznesowi, wracali do latania zdecydowanie mniej chętniej niż pozostali. Dopiero w roku 2024 liczba pasażerów przewoźników tradycyjnych, gdzie na lotnisku Chopina prym wiedzie oczywiście PLL LOT, przekroczyła poziom sprzed COVID-u, osiągając 13,7 mln osób. Było to jedynie o 1,5 proc. więcej niż przed pandemią.
W roku 2025 liczba klientów linii sieciowych wzrosła do 14,2 mln, ale nadał było ich jedynie o 5,6 proc. więcej niż w roku 2019. Tak powolne tempo wzrostu oznaczało oczywiście dalszych spadek udziałów w całości ruchu pasażerskiego obsługiwanego w Warszawie – teraz na tradycyjne linii lotnicze przypada tylko 59 proc. podróżujących.
Brak możliwości rozwoju przewoźników sieciowych, a zwłaszcza LOT dla, którego hubem jest Lotnisko Chopina jest od dłuższego czasu przedmiotem zażartych dyskusji. Rozbudowa portu, do której przygotowania już trwają, ma przynieść zwiększenie możliwości obsługi samolotów szerokokadłubowych na lotach poza strefę Schengen jeszcze przed otwarciem nowego centralnego lotniska.
Ta inwestycja ma umożliwić LOT rozwój połączeń długodystansowych i co za tym idzie zwiększenie liczny transferów. Jeśli wszystko pójdzie dobrze to w zestawieniach po roku 2029 powinnyśmy więc obserwować wzrost roli przewoźników sieciowych oraz większą liczbę przesiadek napędzane przez narodowego przewoźnika.
Co na CPK? Wydaje się, że tendencje widoczne na Chopinie zauważono także w Porcie Polska. Pod koniec kwietnia Dariusz Kuś z zarządu spółki podkreślał, że kluczowa dla nowego lotniska będzie współpraca z PLL LOT. – Na lotnisku Port Polska zakładamy mniej więcej 50 proc. udział przewoźnika narodowego, co oznacza, że pozostałe 50 proc. zaoferujemy przewoźnikom niskokosztowym i czarterowym. Z
tych 50 proc., które zakładamy, że weźmie LOT, to 35-40 proc. będzie to ruch tranzytowy, przesiadkowy – mówił.
Jeszcze w czerwcu 2024 r. minister Lasek mówił, że
na LOT przypadnie 60 proc. udziałów w ruchu w nowym porcie.