LOT inauguracyjny z Warszawy do San Francisco przyniósł na szansę na przetestowanie klasy premium economy na pokładach Dreamlinerów narodowego przewoźnika. Zobaczcie jak minęła nam podróż.
Polskie Linie Lotnicze LOT poleciały do San Francisco po raz pierwszy 6 maja. Rejs obsługiwał B787-8 Dreamliner, który zabiera na pokład 252 pasażerów, z czego 21 w klasie premium economomy. W naszym przypadku był to samolot o rejestracji SP-LRG odebrany przez przewoźnika dziewięć lat temu.
Na Lotnisku Chopina
Podróżowanie w wyższej klasie ma tą zaletę, że na Lotnisku Chopina można skorzystać z dedykowanych stanowisko check-in oraz fast tracka. W ramach premium economy, w odróżnieniu od klasy business, nie ma jednak dostępu do saloników lotniskowych – za taką usługę trzeba dodatkowo zapłacić.
My skorzystaliśmy z tej możliwości i
zajrzeliśmy do nie tak dawno odświeżonego Poloneza, a nie z saloniku w strefie non-Schengen. W środku dnia było w nim dość tłoczno, ale obsługa nie miała problemu z obsługą pasażerów – nie brakowało żadnych napoi czy posiłków, a wszystko było na bieżąco uzupełniane.
Jeśli chodzi o samą podróż to podobnie jak pasażerowie klasy biznes również korzystający z premium mogą wejść na pokład w pierwszej kolejności.
Na pokładzie
W klasie premium economy w LOT fotele ustawione są w systemie 2-3-2. Łącznie jest to 21 miejsc w trzech rzędach. Fotele są dość wygodne – można je pochylić i podnieść podnóżek i podróżować w pozycji półleżącej. Trzeba przyznać, że widać jednak po nich ślady zużycia, a część mechanizmów nie działa idealnie i z dobranie wygodnego ustawienia może zająć chwilę.
W fotelach schowane są zarówno składany stolik jak i wyjmowany z podłokietnika ekran, który można obsługiwać dotykowo lub pilotem. Nie należy on do największych, ale podczas podróży do USA większość pasażerów z niego korzystała.
Każdy z pasażerów Klasy Premium na swoim fotelu znajdzie także koc, poduszkę oraz słuchawki. Jeszcze przed startem personel przyniesie także niedużą kosmetyczkę czy saszetkę (amenity kit), w której znajdziemy skarpetki, przesłonę na oczy, szczoteczkę do zębów oraz kremy. W kieszeni poprzedzającego fotele na każdego będzie czekała butelka wody.
W fotelu umiejscowiono także gniazdo elektryczne oraz port USB-A. Nie da się ukryć, że obecnie zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłby port USB-C, ale na takie zmiany będzie trzeba poczekać do retrofitu.
Startujemy
Jeszcze przed startem personel pokładowy zaproponował zimne napoje oraz przyniósł gorące ręczniki. W przypadku tego rejsu przewoźnik przygotował dla wszystkich pasażerów okolicznościowe magnesy oraz dodatkową przekąskę.
Po starcie, a więc na główny posiłek, LOT zaproponował na przystawkę wędzonego łososia, zaś na danie główne do wyboru kurczaka z buraczkami i kluskami śląskimi lub roladkę z bakłażana. Na deser podano brownie. Przed lądowaniem podane sałatkę Caprese ze szparagami oraz pierogi z nadzieniem z batatów.
Wszystkie posiłki serwowane są na tacy w białych porcelanowych naczyniach.
Przez całą podróż dostępne są również przekąski i napoje. Warto odnotować, że od jakiegoś już czasu LOT stawia na polskie produkty – mamy więc nie tylko tradycyjne krówki czy wafelki, ale też całkiem dobre krajowe białe wino.
Większy Dreamliner większa wygoda
W drodze powrotnej skorzystaliśmy z klasy premium economy, ale na pokładzie B787-9, który zabiera na pokład 294 pasażerów, w tym podobnie jak krótsza wersja samolotu 21 w klasie premium economy. Podróż tym samolotem jest nieco wygodniejsza ze względu na większy odstęp między fotelami oraz bliskość toalet, które zlokalizowano pomiędzy klasą premium a business.
W podróży powrotnej mieliśmy także możliwość
przetestowania na pokładzie dostępu do internetu – to istotna nowość w LOT więc nasze doświadczenia opisywaliśmy na bieżąco w czasie podróży.
Co ciekawe dostęp do internetu sprawił, że większość pasażerów nie była zainteresowana korzystaniem z sytemu rozrywki pokładowej – w ruchu zdecydowanie poszły telefony i laptopy pozwalające na oglądanie np. ulubionych seriali w serwisach streamingowych. Na pokładach LOT nie mamy obecnie możliwości podłączenia się z własnym urządzeniem do ekranu systemu pokładowego.
Czy warto skorzystać z klasy premium? Sporo zależy oczywiście od ceny, ale na trasach powyżej 10h dają one zdecydowaną poprawę komfortu. Warto jednak unikać foteli środkowych – przy rozłożonych oparciach foteli poprzedzających wyjście z tych miejsc bywa tu dość trudne.
Warto też pamiętać o tym, że Dreamlinery LOT wkrótce zaczną przechodzić retrofit i ich wnętrze ulegnie znaczącej zmianie, a każda z klas zostanie wyposażona w nowe fotele, co może znacząco podnieść komfort podróży – przez ostatnią dekadę sporo się w lotnictwie zmieniło.