Najmniejszy przedstawiciel rodziny 737 MAX jest coraz bliżej wejścia do eksploatacji. Po kilku latach opóźnień, licznych zmian konstrukcyjnych oraz wyjątkowo skrupulatnego procesu certyfikacji, amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) ma być bliska wydania certyfikatu typu dla wersji 737-7 MAX. Byłby to jeden z najważniejszych sukcesów Boeinga od czasu kryzysu programu MAX i kolejny krok w odbudowie zaufania regulatorów do amerykańskiego producenta.
Według informacji dziennika The Wall Street Journal, FAA może zakończyć proces certyfikacji jeszcze w lipcu. Ostateczne decyzje nie zostały jeszcze podjęte, jednak osoby znające przebieg prac wskazują, że zdecydowana większość wymagań technicznych i formalnych została już spełniona. Dla Boeinga oznaczałoby to zakończenie jednego z najbardziej skomplikowanych procesów certyfikacyjnych w historii programu 737.
Siedem lat oczekiwania
Historia boeinga 737 MAX 7 jest niemal równie burzliwa jak całego programu MAX. Samolot został zaprezentowany jako następca niezwykle popularnego boeinga 737-700 nowej generacji (NG), oferując przewoźnikom wyraźnie niższe zużycie paliwa, większy zasięg oraz niższe koszty eksploatacji przy zachowaniu pełnej zgodności operacyjnej z pozostałymi wariantami rodziny MAX.
Pierwszy lot prototyp odbył się w marcu 2018 roku, a certyfikacja miała zostać zakończona już rok później. Plany te przekreśliły jednak katastrofy samolotów Lion Air i Ethiopian Airlines, które doprowadziły do globalnego uziemienia wszystkich boeingów 737 MAX. W efekcie Federalna Administracja Lotnictwa całkowicie zmieniła filozofię nadzoru nad procesem certyfikacji, znacznie ograniczając zakres obowiązków wykonywanych wcześniej przez samego producenta.
Kolejne lata przyniosły następne komplikacje. Konieczne okazały się m.in. zmiany w systemie przeciwoblodzeniowym gondoli silnikowych CFM LEAP-1B. Amerykański producent musiał opracować nowe rozwiązania techniczne, przeprowadzić dodatkowe próby oraz udowodnić regulatorowi, że samolot spełnia wszystkie wymagania bezpieczeństwa. Proces wielokrotnie się wydłużał, a harmonogram certyfikacji był przesuwany praktycznie każdego roku.
Kluczowy samolot dla Southwest Airlines
Największym beneficjentem zakończenia certyfikacji będą bez wątpienia Southwest Airlines. Amerykański przewoźnik od dekad eksploatuje wyłącznie samoloty rodziny boeing 737 i jest największym klientem wariantu MAX 7. W portfelu zamówień linii znajduje się 258 egzemplarzy tego modelu.
Brak certyfikacji zmusił przewoźnika do wielokrotnego korygowania planów rozwoju siatki połączeń oraz utrzymywania w eksploatacji starszych boeingów 737-700 znacznie dłużej, niż pierwotnie zakładano. Oznaczało to wyższe koszty utrzymania floty, gorszą efektywność paliwową oraz konieczność wielokrotnego aktualizowania prognoz finansowych.
Boeing zdążył już wyprodukować około dwóch tuzinów egzemplarzy MAX 7, które od miesięcy oczekują na odbiór przez klientów. Uzyskanie certyfikatu pozwoliłoby rozpocząć ich dostawy niemal natychmiast.
Więcej niż certyfikat
Dla producenta certyfikacja MAX 7 ma znaczenie znacznie wykraczające poza samą możliwość rozpoczęcia dostaw nowego modelu. Od katastrof z lat 2018–2019 producent pozostaje pod wyjątkowo ścisłym nadzorem FAA, Kongresu Stanów Zjednoczonych oraz amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości. Po incydencie z oderwaniem panelu kadłuba boeinga 737 MAX 9 należącego do Alaska Airlines w styczniu 2024 roku presja na poprawę jakości produkcji jeszcze bardziej wzrosła.
Federalna Administracja Lotnictwa ograniczyła tempo produkcji rodziny MAX do 38 samolotów miesięcznie i rozpoczęła serię szczegółowych audytów zakładów Boeinga oraz jego głównego dostawcy – Spirit AeroSystems. Według amerykańskich mediów, regulator rozważa obecnie przywrócenie Boeingowi części uprawnień związanych z wykonywaniem końcowych inspekcji certyfikacyjnych nowych samolotów. Byłby to ważny sygnał świadczący o stopniowej odbudowie zaufania do producenta, choć trudno oczekiwać, aby nadzór FAA w najbliższych latach został znacząco ograniczony.
MAX 10 pozostaje największym wyzwaniem
Uzyskanie certyfikatu dla MAX 7 otworzy również drogę do zakończenia prac nad największym przedstawicielem rodziny – boeingiem B737-10 MAX. To właśnie ten wariant ma kluczowe znaczenie w rywalizacji z airbusem A321neo, który od kilku lat dominuje w segmencie największych samolotów wąskokadłubowych. MAX 10 oferuje większą liczbę miejsc niż pozostałe wersje rodziny 737 i ma stanowić odpowiedź Boeinga na sukces europejskiego konkurenta.
Na certyfikację czekają m.in. United Airlines, Delta Air Lines oraz inni przewoźnicy – np. Ryanair, którzy złożyli zamówienia liczone łącznie w setkach egzemplarzy. Każde kolejne opóźnienie zwiększa przewagę Airbusa, który konsekwentnie umacnia swoją pozycję na rynku samolotów wąskokadłubowych. Robert „Kelly” Ortberg, dyrektor generalny Boeinga, deklarował wcześniej, że zarówno MAX 7, jak i MAX 10 powinny uzyskać certyfikację do końca 2026 roku. Jeżeli FAA rzeczywiście zakończy proces dotyczący mniejszego wariantu jeszcze tego lata, producent wykona pierwszy i niezwykle istotny krok na drodze do realizacji tego planu.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.