Jedyne lotnisko na Wyspie Świętej Heleny, odległym brytyjskim terytorium zamorskim na Oceanie Atlantyckim, zostało zamknięte z powodu obaw o bezpieczeństwo pożarowe – informuje "BBC".
Przeprowadzone niedawno kontrole wykazały, że wozy strażackie na lotnisku nie spełniają międzynarodowych norm bezpieczeństwa. To zmusiło władze atlantyckiego portu do wstrzymania operacji lotniczych, które aktualnie oferują z Johannesburga i sezonowo z Kapsztadu tylko
linie lotnicze Airlink.
Wyspa Świętej Heleny jest położona 1900 km od od południowo-zachodniego wybrzeża Afryki. Żyje tam ponad 4400 mieszkańców. Jedyną rozsądną i w miarę szybką opcją dotarcia na wyspę jest rejs samolotem, co w tym momencie nie jest możliwe.
Podróż statkiem trwa kilka dni, a potencjalni turyści muszą liczyć się z dodatkowymi kosztami. Tylko niektóre małe maszyny, wykorzystywane do ewakuacji medycznej, mogą polecieć. Niemniej pasażerskie rejsy zostały odwołane przynajmniej do 20 lutego.
Rząd Wielkiej Brytanii jest świadomy sytuacji na wyspie, na której powołano już zespół specjalistów, pracujący nad ponownym otwarciem lotniska. W stałym kontakcie z administrującymi wyspą jest Stephen Doughty, minister stanu ds. Europy, Ameryki Północnej i terytoriów zamorskich w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Lotnisko na Wyspie Świętej Heleny jest finansowane przez Wielką Brytanię i zostało otwarte w 2016 roku. Przeprowadzona przez parlamentarzystów w tym samym roku analiza wykazała szereg wątpliwości czy 285 mln funtów wydanych na inwestycję to była mądra decyzja, a podatnicy mogą czuć się "oszukani".
Nowy obiekt w odległym zakątku byłego imperium został uznany za „białego słonia” przez Komisję ds. Rachunków Publicznych, odpowiednika polskiej sejmowej komisji finansów publicznych. Loty komercyjne często wiążą się bowiem z utrudnieniami i zakłóceniami z powodu silnych wiatrów występujących w tej części globu.
Teraz problem jest jeszcze większy. – Wozy strażackie na lotnisku mają usterki. To obniża poziom ochrony przeciwpożarowej, jaką można zapewnić – obwieścił na zwołanej konferencji prasowej Nigel Phillips, gubernator wyspy. – Nie ma wystarczającej ilości środków gaśniczych, którymi można by w razie potrzeby wykorzystać do akcji przy samolocie – argumentował Phillips, zapewniając jednocześnie, że przywrócenie lotniska do stanu pozwalającego na realizację komercyjnych operacji lotniczych jest najwyższym priorytetem.
Specjalistyczne części zamienne, potrzebne do naprawy uszkodzonych wozów, są obecnie w drodze z Niemiec. Dodatkowo rząd w Londynie szuka możliwości pozyskania dwóch nowych pojazdów niezbędnych do bezpiecznego funkcjonowania lotniska.
Incydent z wozami strażackimi może wpłynąć na lokalne przedsiębiorstwa i turystykę, która stały się ważnym elementem gospodarki wyspy od czasu budowy lotniska. Na 22 lutego zaplanowano bowiem najbardziej odległy maraton świata, a decydenci już zalecają podróżnym kontakt z liniami lotniczymi i ubezpieczycielami.