Partner serwisu

Prezes Bartolini Air: Koronawirus może przyspieszyć rozwój General Aviation (Wywiad)

Emilia Derewienko 23.05.2020

Prezes Bartolini Air: Koronawirus może przyspieszyć rozwój General Aviation (Wywiad)
fot. Bartolini Air
– Obecnie poziom obsługi General Aviation na wielu lotniskach w Polsce jest słaby, ale ten rynek jest u nas po prostu niedostatecznie dojrzały. Liczę na to, że pojawienie się koronawirusa przyspieszy jego wzrost w naszym kraju – mówi w rozmowie z portalem Rynek Lotniczy Jakub Benke, prezes firmy Bartolini Air.
Emilia Derewienko, Rynek Lotniczy: Jak obecnie, w trakcie pandemii koronawirusa i tuż po jej najostrzejszej fazie, wygląda sytuacja na rynku przewozów biznesowych i w firmie Bartolini Air? Loty do 15 osób mogą się odbywać.

Jakub Benke, prezes firmy Bartolini Air:
Europejski rynek przewozów biznesowych niemal całkowicie zatrzymał się w czasie pandemii – mówi się o spadku nawet o 80 proc. Ludzie unikali podróży, a ci, którzy chcieli lecieć, napotykali bariery w postaci zamkniętych granic i zakazów. Spodziewamy się jednak gwałtownego odrodzenia tego sektora od czerwca, a najdalej lipca tego roku – wiele zamożnych osób wybierze samolot dyspozycyjny, bojąc się o swoje bezpieczeństwo w związku z koronawirusem. Dodatkowo linie lotnicze tną swoje siatki połączeń – na mniej popularnych trasach połączenia mogą być likwidowane, trudniej będzie dotrzeć do niektórych miejsc – wtedy pasażerom, których na to stać, wygodniej będzie skorzystać z prywatnego transportu.

Podstawą działalności Bartolini Air są wciąż szkolenia lotnicze, dlatego ograniczenie przewozów biznesowych nie uderzyło w nas mocno, natomiast działalność szkoleniową prowadziliśmy bez ustanku. Podczas pandemii naszym problemem było głównie to, że obywatele innych krajów (a oni stanowią większość naszych klientów) nie mieli prawa wjeżdżać do Polski z powodu zamknięcia granic, więc napływ uczniów siłą rzeczy został wstrzymany. Jednak uczniowie, którzy już w Polsce byli, mogli latać bez przeszkód i operacje na łódzkim lotnisku odbywały się pełną parą. Takiego szczęścia nie miały natomiast np. ośrodki szkolenia z warszawskich Babic.

Jakie mogą być długofalowe skutki koronawirusa w branży przewozów biznesowych? Czy możemy tę sytuację potraktować jako cezurę, która zmieni lotnictwo, podobnie jak w przypadku „dużych przewozów”?

Po pierwsze nie wiemy, czy koronawirus jest tylko epizodem czy zwiastunem głębokich zmian, do jakich będziemy musieli się przystosować. Może się okazać, że szczepionka zostanie wkrótce wynaleziona, a my szybko zapomnimy o całej sytuacji i za rok czy dwa rynek lotniczy wróci do normy. Ale równie prawdopodobne jest, że ten lub podobny wirus może zostać z nami na lata, a konsekwencje utrzymującego się przez dłuższy czas zagrożenia epidemiologicznego dla lotnictwa byłyby druzgocące.

Po drugie, może nastąpić zmiana przyzwyczajeń. Spotkania firmowe na żywo zostaną po części zastąpione wideokonferencjami – bo te przecież już się sprawdziły w czasie pandemii. Może się więc okazać, że przyczyny sytuacji ustąpią, a zmiany będą trwały. Na spadku liczby pasażerów ucierpi wówczas najbardziej „duże” lotnictwo.

Po trzecie, z powodu zamknięcia gospodarek na czas pandemii, świat wchodzi w recesję. A to zawsze oznacza mniej pieniędzy w portfelach pasażerów i mniej podróży. Nikt nie wie, jak głębokie będzie to spowolnienie i ile potrwa.

Ale jednocześnie paliwo jest teraz tanie, koszty przelotów są niskie, a przepustowość, czyli dostępność samolotów z załogami – ogromna. Linie lotnicze będą więc zachęcać sceptycznych pasażerów bardzo tanimi biletami. Podróżni nie są chętni na powrót, bo wciąż obawiają się o swoje bezpieczeństwo, ale czasami niskie ceny czynią cuda. Wszyscy mają więc nadzieję, że za dwa lata rynek wróci do poziomu z 2019 roku.
Prawie na pewno już od drugiej połowy 2020 roku zyskają natomiast przewozy dyspozycyjne, bo one minimalizują ryzyko zakażenia wirusami, zarówno w samolocie jak i na lotnisku.

Cofnijmy się do punktu sprzed pandemii. Które lotnisko w Polsce, według Pana, rozwija się najbardziej obiecująco pod kątem przewozów biznesowych?

To ciekawe pytanie, chociaż jako pierwsze przychodzą mi do głowy lotniska, które na atrakcyjności dla prywatnych samolotów tracą. Przede wszystkim Okęcie, na którym panowały przed pandemią ostre ograniczenia slotowe, a sytuacja z hangarowaniem samolotów jest po prostu zła. Zyskują na tym lotniska w Modlinie czy Łodzi. Ruch biznesowy jest jednak głównie tam, gdzie są pieniądze, czyli wokół wielkich miast, a niestety duże lotniska, niejako zepsute szybkim wzrostem dużego ruchu pasażerskiego – jak Lotnisko Chopina czy Port Lotniczy Kraków – traktują lotnictwo biznesowe nieco po macoszemu. Z kolei Port Lotniczy Łódź, który jest bazą główną Bartolini Air, niemal uchyla nam nieba – m.in. daje możliwość budowy hangarów, które są niezbędnym elementem każdej bazy samolotów biznesowych.

Jakiej infrastruktury brakuje na polskich lotniskach, aby mogły rozwijać się przewozy biznesowe?

Pamiętajmy, że w Polsce przewozy dyspozycyjne to wciąż bardzo mały rynek. Potrzeba mu popytu i pasażerów – wtedy pojawią się nowe usługi i powstaną terminale. Obecnie poziom obsługi General Aviation na wielu lotniskach jest słaby, ale rynek jest po prostu niedostatecznie dojrzały. Liczę na to, że pojawienie się koronawirusa przyspieszy jego wzrost w naszym kraju.

Tytułem podsumowania, jakie trendy są obecnie najbardziej aktywne, w którą stronę zmierza General Aviation?

Podczas pandemii wszyscy dowiedzieliśmy się, że istnieją wirusy, które mogą stanowić zagrożenie i że rozprzestrzeniają się one głównie w gęstych skupiskach ludzi. Trwale wzrośnie więc tendencja do używania samolotów dyspozycyjnych, przy czym niekoniecznie ekskluzywnych, ale jak najtańszych. Przewiduję, że ten trend wzmocni rynek lekkich odrzutowców w Europie.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo