Partner serwisu

Mikosz o lotnictwie i polityce. Przewoźnicy ponoszą konsekwencje nie swoich działań

Łukasz Malinowski 25.07.2022

Mikosz o lotnictwie i polityce. Przewoźnicy ponoszą konsekwencje nie swoich działań
fot. ZDG TOR
Czy linie lotnicze powinny ponosić koszty decyzji politycznych, na które nie mają wpływu? Uziemienie lotnictwa w czasie COVID czy sankcje nakładane na Rosję sprawiają, że przewoźnicy lotniczy nie mogą prowadzić działalności zgodnie z planem. W takiej sytuacji pomoc dla poszkodowanych jest zasadna. O tym, jak polityka wpływa na lotnictwo oraz o wsparciu z funduszy publicznych dla PLL LOT rozmawiamy z Sebastianem Mikoszem, wiceprezydentem IATA ds. zrównoważonego rozwoju i środowiska oraz byłym prezesem PLL LOT.
Łukasz Malinowski, Rynek Lotniczy: Pomimo trwającej wojny w Ukrainie oraz utrzymujących się problemów z COVID-19 IATA prognozuje dalszy wzrost ruchu lotniczego.

Sebastian Mikosz, IATA
: Nasze projekcje mówią o tym, że w 2050 będziemy mieli ponad dziesięć miliardów pasażerów rocznie. Tuż przed pandemią COVID-19 były to cztery miliardy, a w najgorszym roku zeszliśmy do dwóch miliardów. Teraz widzimy, że ruch wraca i w najbliższych latach na pewno liczba pasażerów będzie globalnie rosła.

Rozwój transportu lotniczego jest bardzo nierównomierny na poszczególnych kontynentach. My jako globalne stowarzyszenie przewoźników stawiamy sobie za cel to, żeby ten transport lotniczy był równomiernie dostępny na całym świecie. Europa czy Stany Zjednoczone to dojrzałe rynki, na których nie spodziewamy się dużej dynamiki wzrostu. W przypadku Azji mamy Japonię, Chiny czy Koreę Południową, ale też ciągle zostające w tyle Kambodżę czy Wietnam. W tym samym czasie szybko rośnie ruch w Ameryce Południowej i ciągle czekamy na boom w Afryce. Chcemy, żeby lotnictwo się rozwijało i wspierało rozwój wszystkich regionów.

Polityka staje jednak temu na przeszkodzie.

Polityka i geopolityka od zawsze wpływały na lotnictwo. W czasie zimnej wojny latanie nad Syberią nie było możliwe, mieliśmy wiele konfliktów. W ostatnich dekadach sektor został bardzo zliberalizowany w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale wiele rynków ciągle jest zamkniętych. Lotnictwo nie jest oderwane od świata, w którym funkcjonuje, jego kształt jest konsekwencją decyzji politycznych podejmowanych przez różne rządy.

Teraz agresja Rosji na Ukrainę doprowadziła jednak nie tylko do tysięcy ofiar, ale i zaburzeń w funkcjonowaniu lotnictwa.

Oczywiście mierzymy się z wieloma wyzwaniami, takimi jak Wojna na Ukrainie, ale jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, żeby Arabia Saudyjska współpracowała z Izraelem. Nie było połączeń między Dubajem czy Abu Zabi a Tel Awiwem – ta sytuacja się ostatnio radykalnie zmieniła i geopolityka wykreowała totalnie nową dynamikę w relacjach między państwami. Teraz na tych trasach mamy ponad sto połączeń tygodniowo, a obywatele Izraela mogą legalnie podróżować do kolejnych państw. Polityka działa w obie strony – może tworzyć dramatyczną sytuację, jak w Ukrainie, ale i kreować pozytywne zmiany.

W czasie pandemii to decyzje polityczne wpływały na działania przewoźników. W części państw z dnia na dzień uziemiono samoloty, czego efektem było występowanie linii o pomoc publiczną.

Linie lotnicze poniosły i teraz kolejny rok ponoszą konsekwencje decyzji administracyjnych wynikających z decyzji politycznych, które uniemożliwiają im normalne prowadzenie biznesu. Restrykcje sanitarne sprawiły, że nie było można prowadzić operacji lotniczych. Miały one jednak charakter w miarę globalny.

Teraz ruszyła druga fala ograniczeń administracyjnych, która znowu kreuje nierówności. Tym razem nie jest to już jednak kryzys globalny, bo są kraje, które pozwalają latać do Rosji i są linie, które do Rosji latają. Nadal ok. 40 przewoźników prowadzi operacje. Tutaj pomoc przewoźnikom, którzy stracili dostęp do rynków, również może być zasadna – bo ponoszą oni konsekwencje nie swoich decyzji.

Wpływ konfliktu na ceny paliw to efekt wojny, który wszyscy odczuwają tak samo. Natomiast w przypadku tych niemal 40 państw, które nałożyły na Rosję sankcje i symetrycznie zostały objęte jej sankcjami, wpływ wojny jest zdecydowanie większy. Tutaj głównym problemem jest brak możliwości oferowania połączeń na rynkach objętych wojną oraz utrudnione i droższe lub całkowicie niemożliwe do prowadzenia loty długodystansowe między Europą a Azją, które odbywały się nad Syberią.

Wśród tych najbardziej dotkniętych nowymi ograniczeniami przewoźników są zarówno Finnair, jak i LOT. Czy te firmy powinny liczyć na dodatkowe wsparcie?

LOT, podobnie jak inni przewoźnicy z regionu, np. Finnair, nie wspominając oczywiście o UIA, które jest poza UE i w znacząco gorszej sytuacji, otrzymał dwa bardzo silne uderzenia. Pierwszym był COVID, a drugim jest konflikt na Ukrainie. Rosja i Ukraina oraz loty nad Syberią to były ważne elementy strategii rozwojowej LOT. To wszystko zostało teraz zaburzone. Byłoby dobrze, gdyby pojawił się program pomocowy łagodzący skutki tych decyzji. Podkreśliłbym to jeszcze raz – przewoźnicy ponoszą tu konsekwencje nie swoich działań.

Unia Europejska ma odpowiednie instrumenty, żeby w drodze wyjątku zgodzić się na pomoc publiczną w formie podniesienia kapitału, pożyczki czy innego ułatwienia finansowego. W tym przypadku mamy sytuację raczej niespotykaną w innych częściach świata. Tylko w tym regionie mamy do czynienia z organizacją międzynarodową, która ma moc dopuszczania lub nie pomocy publicznej i gdzie jej zasady są ściśle określone.
Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Wojna Rosja - Ukraina
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony