Partner serwisu

Lotnictwo doskonale radzi sobie z kryzysami, ale koronawirus może być najgroźniejszy

Rafał Dybiński 21.03.2020

Lotnictwo doskonale radzi sobie z kryzysami, ale koronawirus może być najgroźniejszy
Fot. Unsplash
Lotnictwo od początku swojego istnienia zmaga się co jakiś czas z kryzysami. Wszystkie udało się dość szybko zwalczyć. Czy podobnie będzie po wygaśnięciu zagrożenia koronawirusem?
Poprzednich turbulencji rynek lotniczy doświadczył po globalnym kryzysie finansowym sprzed kilkunastu lat. Największy spadek na Starym Kontynencie w najtrudniejszym 2009 roku odnotowały SAS, które straciły 17,5 proc. klientów w stosunku do poprzednich dwunastu miesięcy, obsługując wówczas 12,5 mln pasażerów. Dwucyfrowe wskaźniki na minusie zaliczyły również Austrian Airlines i LOT. Polski przewoźnik w pierwszej połowie 2009 roku miał 14,4 proc. mniej klientów, natomiast austriacki spadł w notowaniach o 13,9 proc. Ponad mierzących straty wybiły się jednak Turkish Airlines, które zyskały w analogicznym okresie 14,8 proc. pasażerów. Solidnej zawieruchy nie przetrwały wówczas m.in. Silverjet, Eos, Frontier, Skybus, Zoom. Odbicie i stopniowy wzrost popytu na usługi nastąpiły już w kolejnym roku.

Wcześniej na kilka lat branżę mocno dotknęły zamachy na World Trade Center przeprowadzone 11 września 2001 roku oraz druga wojna w Zatoce Perskiej i wybuch epidemii SARS. Sześć lat później wszystkie linie lotnicze zyskały netto ponad 5 mld dolarów. Spowolnienie wzrostu liczby pasażerów odnotowano także podczas kryzysu finansowego w Azji w późnych latach 90-tych minionego wieku. Gwałtowny spadek podróżujących drogą powietrzną był także na początku lat 90-tych, kiedy to wybuchł pierwszy konflikt w Zatoce Perskiej. Po trzech latach branża podniosła się z upadku i znów notowała wzrosty.

Boeing liczy na znaczące wzrosty ruchu lotniczego

Podróże lotnicze pozostaną dynamicznym rynkiem, zgodnie trendem ostatnich dziesięcioleci - przekonywał przed dwoma laty w swojej prognozie "Boeing". Potentat z Chicago spodziewał się silnego popytu na usługi w najbliższych dwudziestu latach ze względu na silny wzrost gospodarczy, rosnącą klasę średnią, rosnące wydatki konsumentów na usługi oraz ewolucję modeli biznesowych linii lotniczych przynoszących większą wartość pasażerom i wspierających długoterminowe perspektywy.

Dostawy samolotów pasażerskich i frachtowców stanowią 43 proc. wartości rynkowej. Sektor pasażerski wciąż ulega rozdrobnieniu, a rynek frachtowców powietrznych czerpie korzyści z handlu światowego. Przemysł lotniczy odnotował przez ostatnie dziewięć lat stały i ponadprzeciętny wzrost. Wydajność operacyjna poprawiła się, a linie lotnicze osiągają znakomite wyniki finansowe, generując co najmniej 30 mld zysków netto rocznie w ciągu ostatnich kilku lat.

Przewiduje się, że rynek podróży lotniczych będzie 2,5 razy większy w ciągu najbliższych 20 lat, a globalna flota komercyjnych samolotów odrzutowych jeszcze wzrośnie do 2038 roku. Ze wszystkich dostaw 56 proc. jest potrzebnych, aby uwzględnić wzrost rynku. Pozostały popyt zastąpi ponad trzy czwarte istniejącej floty, czyli prawie 19 000 komercyjnych maszyn, które są przewidziane do wymiany w ciągu najbliższych 20 lat.

Chiny wyprzedzą Amerykę Północną

Największy stopień natężenia ruchu pasażerskiego jest wciąż w Ameryce Północnej, wyszczególniając Stany Zjednoczone, ale to zmieni się już w 2028 roku, kiedy pozycję lidera przejmą loty wewnątrz Chin. Szacuje się, że ruch lotniczy w Państwie Środka mierzony liczbą pasażerokilometrów (RPK) osiągnie wówczas poziom 1740 mld, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat wzrośnie jeszcze o 4,3 proc. do 2648 mld.

Ruch wewnątrz Ameryki Północnej wygeneruje w tym samym czasie 2253 mld RPK, a za dziesięć lat będzie ich 1693 mld, co i tak oznaczało będzie wzrost o 3,3 proc. Loty na Starym Kontynencie w 2038 roku wygenerują 1998 mld RPK, ze wzrostem na poziomie 3,1 proc. Wcześniej ta wartość będzie nawet większa o 1,0 proc., bowiem z poziomu 983 mld zwiększy się do 1475 mld RPK.

Wśród międzykontynentalnych połączeń największy ruch pozostanie między Europą a Północną Ameryką. Przewiduje się, że w 2038 roku osiągnie 1019 mld RPK, ale przy wzroście na poziomie 3,1 proc. w porównaniu z 2028 rokiem, kiedy to ruch przez Atlantyk wygeneruje 789 mld RPK. Przed dwoma laty ta wartość wynosiła 579 mld.

Największy przyrost będzie zauważalny w lotach w południowej części Azji. 131 miliardów RPK wygenerował ruch w 2018 roku. Po dziesięciu latach zwiększy się do poziomu 295 mld RPK, co będzie wzrostem o 8,5 proc. Po kolejnych dziesięciu latach RPK w tym obszarze osiągnie już 574 mld RPK.

Najsłabszy wzrost RPK prognozowany jest na trasach z Ameryki Północnej do Południowo-Wschodniej Azji. 178 mld w 2018 roku przy wzroście 1,4 proc. wygeneruje 204 mld RPK za dziesięć lat. Kolejna dekada przy wzroście 1,0 proc. przyniesie 226 mld RPK i spadek w rankingu najpopularniejszych kierunków z dziewiątej pozycji na 27. miejscu, biorąc pod uwagę ostatnie dwadzieścia lat.

IATA również dostrzega potencjał Azji

Rok wcześniej od Boeinga również Międzynarodowe Zrzeszenie Transportu Lotniczego (IATA) przedstawiło bardzo optymistyczne długoterminowe prognozy dla branży lotniczej. Do 2037 liczba przewiezionych pasażerów może się podwoić i osiągnąć poziom 8,2 mld. Rynek, tak jak w przypadku przewidywań analityków Boeinga, zdominuje w najbliższych dekadach Azja.

Prognoza IATA wskazuje, że w ciągu następnych dwóch dziesięcioleci roczna stopa wzrostu wyniesie 3,5 proc. - Branża lotnicza rozwija się, przynosząc ogromne korzyści. Podwojenie liczby pasażerów linii lotniczych w ciągu najbliższych 20 lat może stworzy 100 mln miejsc pracy - zaznaczył Alexandre de Juniac, dyrektor generalny IATA.

Największy wzrost ruchu prognozowany jest w regionie Azji i Pacyfiku. W ciągu najbliższych 20 lat z tych rynków pochodzić będzie ponad połowa przyszłych pasażerów. Chiny zajmą miejsce Stanów Zjednoczonych pod względem wielkości rynku lotniczego na świecie już w 2025 roku. Na trzecią lokatę wskoczą Indie, wyprzedzając Wielką Brytanię. Indonezja przesunie się z dziesiątej pozycji tuż za podium około 2030 roku, a miejsce Włoch w czołówce zajmie Tajlandia.

Na trasach wiodących przez Azję i Pacyfik do 2037 roku pojawi się dodatkowe 2,35 mld pasażerów. Ich liczba osiągnie 3,9 mld, co umocni pozycję tego regionu jako światowego lidera. Ameryka Północna będzie drugim światowym rynkiem branży. Liczba pasażerów wzrośnie tam o 527 mln. Silne wzrosty przewiduje się jeszcze na Bliskim Wschodzie. Całkowita wielkość rynku wyniesie tam 501 mln pasażerów. 199 mln nowych pasażerów zyska Afryka. W sumie będzie ich 334 mln na Czarnym Lądzie.

Koronawirus najgroźniejszą pandemią?

W wielu państwach oraz na krajowych liniach nadal stosunkowo nieduża grupa osób generuje większość lotów, a często jest to 75 proc. podróży. Z tej prestiżowej i najdroższej formy komunikacji korzystają wciąż głównie koncerny i lokalny biznes. Przewoźnicy bazujący na takich klientach najbardziej wyczekują aktualnie odbicia związanego z zamknięciem przestrzeni powietrznej w wyniku zagrożenia spowodowanego rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Obecna pandemia może się okazać się najgroźniejszą z dotychczasowych. IATA obwieściła już, że w tym roku linie lotnicze stracą nawet 113 mld dolarów przychodów, ale podane wartości mogą być znacznie większe. - Nie przewidzieliśmy zamykania kolejnych rynków. To sprawia, że sytuacja jest gorsza niż myśleliśmy. To nie są konsekwencje wyłącznie rozprzestrzeniania się koronawirusa, ale co bardziej istotne, zamykania granic i spadku zapotrzebowania na podróże lotnicze. W niektórych krajach popyt na latanie spadł niemal do zera - oznajmił na telekonferencji Brian Pearce, główny ekonomista IATA.

Najbardziej ucierpią trzy największe rynki lotnicze na świecie, czyli Chiny, USA oraz Indie. Prognozy o wzroście w najbliższych latach na poziomie 4 proc. oraz zysku w granicach 4,7 mld dolarów muszą zostać szybko zweryfikowane. - W najgorszym scenariuszu przewidujemy 60 proc. spadek globalnego ruchu - alarmuje Pearce. Europa z kolei najbardziej odczuła kryzys w momencie zawieszenia lotów do Włoch, które okazały się bardziej kluczowe niż Chiny. Załamanie ruchu turystycznego wywołało gwałtowny spadek rezerwacji i klasyczny efekt domina. Ucierpieli wszyscy przewoźnicy oferujący połączenia na Półwysep Apeniński, w tym Polska, gdzie liczba startów i lądowań na lotniskach zmniejszyła się o 83 proc.

Europa otrząśnie się najszybciej

Na liście 40 najbardziej zagrożonych portów na Starym Kontynencie warszawskie Lotnisko Chopina znalazło się na 10. miejscu. - Koronawirus wywołał armagedon i to jest problem światowy. Doświadczenia tego typu są niemal wojenne i skala strat jest równie ogromna. Parlament Europejski dyskutuje nad rozwiązaniami Wszyscy są pod ogromną presją, ale to jest nasz wspólny interes, aby jak najszybciej pojawiły się wyjścia z tej trudnej sytuacji. Sprawa jest postawiona wysoko na agendzie - podkreślił Jacek Krawczyk, przewodniczący Grupy Pracodawców Europejskiej Komisji Ekonomiczno-Społecznej.

- Długoterminowe prognozy muszą zostać zweryfikowane, bo sytuacja jest nadzwyczaj poważna. Odzyskanie zaufania potrwa bardzo długo. Europa według mnie ma szanse szybciej wrócić po kryzysie. Przewoźnicy z Azji oraz Północnej Ameryki przeżyją ogromne problemy. Europa może nie ma takich możliwości, bo jest rynkiem mocno nasyconym, ale pewniejszym. Pomoc musi być i to dla wszystkich. Koronawirus nie może dokonać czystki na rynku linii lotniczych - zapewnia Jacek Krawczyk.

Nie czekając na decyzje z Brukseli na razie SAS zwolniły tymczasowo blisko 10 tys. pracowników. Inny nordycki przewoźnik Norwegian zredukował załogę o ponad 7300 pracowników. Pierwszą ofiarą kryzysu została brytyjska linia lotnicza Flybe, z której usług korzystało rocznie osiem milionów pasażerów. Jedyny polski czarterowy przewoźnik notowany na warszawskiej giełdzie, którym jest Enter Air, stracił na kursie blisko 60 proc.

- Aktualnie prowadzimy operacje przywożenia polskich turystów z zagranicy. Wykonujemy też normalne operacje, zakontraktowane przez zagranicznych kontrahentów. Mamy elastyczny model biznesowy oparty w większości o koszty zmienne, doskonale radzimy sobie też w lataniu ad-hoc i z niewielkim wyprzedzeniem czasowym – skomentował dla Rynku Lotniczego prezes Enter Air, Grzegorz Polaniecki. - Sytuacja na giełdach to konsekwencja tego, że wszyscy obawiają się wirusa i licznych ograniczeń dla naszej branży. My jednak nie widzimy większego zagrożenia dla naszego biznesu – uspokaja Polaniecki.

Inny świat po wyjściu z tunelu

Atmosferę strachu pogłębiła jeszcze analiza Centrum Lotnictwa Azji i Pacyfiku (CAPA), zwiastująca bankructwo większości linii Lotniczych pod koniec maja. Żeby uniknąć katastrofy potrzebne są skoordynowane działania rządu i przemysłu. CAPA uważa, że normalności jeszcze nie można dostrzec na horyzoncie. Rezerwy gotówkowe szybko się wyczerpują, floty są uziemione, a niektóre loty odbywają się w mniej niż połowie. Za każdym razem, gdy pojawia się nowa rekomendacja rządowa, to odradza się latanie. Popyt wysycha na zupełnie niespotykane dotąd sposoby. Istnieje obawa, że po przywróceniu upadłego systemu linii lotniczych przeważy podobny interes własny kraju.

Wyjście z kryzysu będzie jak wejście na brutalne pole bitwy i pełne ofiar, co podkreślono w analizie CAPA. Jednocześnie jednak przypomniano o porozumieniu z 1944 roku, kiedy świat był pochłonięty jeszcze wojenną zawieruchą, a mimo wszystko udało się w tym newralgicznym momencie ustanowić wielostronne ramy współpracy w zakresie lotnictwa. "Świat stanie się innym miejscem, kiedy wyjdziemy z tego tunelu" - przekonuje CAPA, wzywająca do dialogu, koordynacji rządów i zjednoczenia wszystkich sił lotniczych.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony