Partner serwisu

LOT i cała branża będą potrzebowali pomocy państwa

Łukasz Malinowski 10.04.2020

LOT i cała branża będą potrzebowali pomocy państwa
fot. Piotr Bożyk
Pandemia wywołana koronawirusem dotknęła wielu sektorów gospodarki. Lotnictwo ucierpiało jako jedno z pierwszych, a zamknięcie granic i ograniczenia w poruszaniu się nakładane przez poszczególne państwa sprawiają, że jeszcze długo nie wróci do w miarę normalnego funkcjonowania. Pomoc państwa będzie niezbędna.
Sektor lotniczy niemal się zatrzymał. Eurocontrol informuje o spadkach ruchu lotniczego sięgających 90% względem roku poprzedniego. O podobnej skali zmniejszenia liczby operacji na polskich lotniskach możemy przeczytać w raportach PAŻP. Ograniczenia zaczęły się w połowie marca, a na chwilę obecną wiemy już, że potrwają co najmniej do 26 kwietnia.

Wsparcie państwa będzie odgrywało fundamentalną rolę w podtrzymaniu życia gospodarczego nie tylko w lotnictwie. W różnych krajach przyjmowane są różne strategie – w niektórych państwo jest gotowe obejmować udziały w liniach lotniczych, w innych zapewnia tylko państwowe kredyty. – W przypadku lotnictwa, wsparcie musi być dobrze przemyślane – duże linie lotnicze nie potrzebują dokapitalizowania i są w stanie pozyskać kapitał na warunkach rynkowych. Ważniejsze jest zapewnienie przetrwania małych linii, często bardzo ważnych dla lokalnego rynku pracy, oraz ogólnie wsparcie pracowników – uważa Dominik Sipiński, analityk lotniczy ch-aviation i Polityki Insight.

Najwięksi sobie poradzą

Wydaje się niemal pewne, że więksi od LOT-u rywale (jak np. Lufthansa czy Air France) przetrwają kryzys, a mogą nawet umocnić swoją pozycję dzięki konsolidacji, natomiast los mniejszych linii w regionie (jak TAROM, CSA czy UIA) jest bardziej niepewny. – Powinnością państwa jest teraz LOT ratować, skoro wysiłek ostatnich lat przyniósł pozytywne efekty. Skoro o pomoc już zwracają się giganci typu American Airlines czy Lufthansa to jest rzeczą oczywistą, że skala działalności, w której LOT operuje tym bardziej tej pomocy będzie wymagać – zauważa Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Nie mam wątpliwości, że pomoc państwa będzie potrzebna. Sytuację LOT-u komplikuje fakt, że w ramach obecnych regulacji nie może skorzystać z pomocy publicznej. Ale spodziewam się, że te unijne regulacje będą poluzowane, a rząd ma dużą rolę do odegrania, żeby to uzyskać – mówi Sebastian Gościniarek, ekspert lotniczy z firmy BBSG. Dodaje przy tym, że jako kraju nie stać nas na to, aby nie mieć narodowego przewoźnika. O tym, że unijne regulacje nie powinny być w obecnej sytuacji problemem, a udzielenie pomocy publicznej o wiele łatwiejsze przekonani są zresztą wszyscy nasi rozmówcy.

Szukanie płynności

Kwestie pomocy publicznej nie będą jedynymi, z jakimi będą musiały się zmierzyć instytucje unijne. Z punktu wiedzenia linii lotniczych najważniejsze jest teraz zapewnienie dostępu do gotówki. Wizzair czy Ryanair w mniej lub bardziej otwarty sposób mówią o tym, że mają całkiem spore zapasy, które pozwolą przetrwać im kryzys. Dla wszystkich istotna jest jednak skala zwrotów pieniędzy klientom, którzy zapłacili już za bilety. To właśnie dlatego Lufthansa i kilku innych operatorów chętnie wstrzymałaby zwroty gotówki w zamian za możliwość oferowania voucherów do późniejszego wykorzystania. W tej kwestii musi jednak zapaść decyzja na poziomie Komisji Europejskiej. – LOT miał pewne zasoby gotówkowe, ale nie mamy danych, ile będzie musiał zwrócić pieniędzy za bilety na odwołane rejsy. Miesięczne potrzeby finansowe, by pokryć koszty stałe mogą oscylować w okolicach 150 mln zł – mówi Furgalski. Kilka dni temu Komisja Europejska zezwoliła Francji na odroczenie niektórych podatków lotniczych na czas do dwóch lat. Zaproponowane przez stronę francuską rozwiązanie zostało uznane za adekwatne do obecnej sytuacji. Jednak nie będzie to bardzo znaczącym wsparciem dla przewoźnika. – Kwestie podatkowe w bardzo niewielkim stopniu zależą od Brukseli, decyzje podejmują poszczególne państwa członkowskie. Choć oczywiście selektywne zwolnienie z podatków jest formą pomocy publicznej, która już podlega Komisji Europejskiej – przypomina Sipiński.

Nie tylko linie lotnicze 

Lotnictwo to jednak nie tylko przewoźnicy. O wsparcie apelują producenci, firmy serwisujące, a kłopoty finansowe mogą dosięgnąć także lotniska czy nawet PAŻP. – Problem jest oczywiście szerszy, bo nie dotyczy tylko przewoźników, ale całego sektora. Obecna sytuacja wpływa negatywnie także na porty lotnicze. Nie ma lotów, nie ma pasażerów, to nie ma przychodów. Już teraz Związek Regionalnych Portów Lotniczych wychodzi z pomysłami na wsparcie rządu dla branży. Jak to się skończy, zobaczymy. Budżet państwa nie jest z gumy i coś mi się wydaje, że główny ciężar utrzymania przy życiu lotnisk regionalnych spadnie na samorządy. I tu sytuacja może być dziwna, bo okazuje się, że małe jest piękne. Dlaczego? Bo znacznie łatwiej, mniejszym kosztem będzie podtrzymać małe lotniska niż regionalne „giganty” – mówi Gościniarek. – Czy jest ktoś, kto nie zgłasza się dzisiaj po pomoc państwa? Jeśli nie dziś, to zgłosi się za chwilę. Wszystkim należałoby pomóc, ale wszystkim się nie da. Państwo w czasach prosperity nie gromadziło środków na gorsze czasy a budżety samorządów zostaną zrujnowane. 60 proc. lotnisk europejskich było deficytowych, nie da się więc uniknąć upadłości najsłabszych podmiotów – przyznaje Furgalski. Przy wsparciu udzielanym poszczególnym firmom z sektora lotniczego trzeba pamiętać, że dla każdego państwa istotna jest także kwestia zapewniania i uratowania miejsc pracy. Wielu przewoźników na świecie już ogłosiło znaczące redukcje personelu, a w wielu przypadkach są to osoby pracujące na kontraktach. – W tej chwili najważniejsze powinno być to, aby wszystkie kraje zadbały jak najlepiej o pracowników tej branży, co potem zaowocuje szybszym odbiciem rynku – podkreśla Sipiński.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo