Partner serwisu

Koronawirus uderzył w branżę lotniczą. Czy LOT ma się czego obawiać?

Łukasz Malinowski 05.03.2020

Koronawirus uderzył w branżę lotniczą. Czy LOT ma się czego obawiać?
fot. PLL LOT
Lotnictwo bardzo szybko odczuło negatywne skutki pojawienia się nowego koronawirusa. Linie lotnicze z całego świata zaczęły zawieszać połączenia z Chinami, w Europie ograniczono obsługę tras do Włoch. Jak dalszy rozwój wypadków może się odbić na planach LOT-u?
W pierwszej fazie rozprzestrzeniania się wirusa SARS-Cov-2, wywołującego chorobę COVID-19 ograniczone zostały możliwości podróżowania transportem lotniczym w Chinach i Azji, dość szybko decyzję o zawieszeniu połączeń do Chin zaczęli podejmować także najwięksi przewoźnicy. W przypadku LOT-u nastąpiło to pod koniec stycznia, a obecnie obowiązującym terminem jest 25 kwietnia. Wczoraj LOT zawiesił także połączenie pomiędzy Seulem a Budapesztem. W samej Europie problemy zaczęły narastać po ujawnieniu pierwszych zachorowań na COVID we Włoszech. Na ograniczenie lotów zdecydowały się m.in. Wizz Air, Ryanair oraz LOT.

Samo ograniczanie lotów zaczęło jednak mieć inne podstawy. Na początku, zwłaszcza na kierunkach do Chin i Korei, mówiło się przede wszystkim o kwestiach bezpieczeństwa. Informując o ograniczeniu liczby lotów do Włoch, LOT mówił już jednak o ograniczonym popycie – ludzie w obawie przed chorobą przestali podróżować, a to już bardzo niedobry dla branży sygnał.

Problematyczne jest nie tylko zmniejszanie liczby lotów, a co za tym idzie i przychodów, i malejące zainteresowanie klientów, ale także to, że nakłada się ono na nie najlepszy dla branży okres. Analitycy Scope Ratings zwracają uwagę, że sytuacja finansowa europejskich przewoźników była zła jeszcze przed pojawieniem się wirusa, co szczególnie odczuły mniejsze linie – w ostatnich miesiącach nie brakowało bankructw. Negatywne skutki epidemii zaczęły także odczuwać firmy produkcyjne z branży oraz operatorzy turystyczni. Globalne straty już są liczone w miliardach USD.

LOT. Za wcześnie by wyrokować?

Jak w takiej sytuacji poradzi sobie LOT? – Nikt tego w tej chwili nie wie i wiele rzeczy jest od LOT zwyczajnie niezależnych. Jak szybko i w których kolejnych krajach będzie się rozwijał koronawirus? Które kraje zamkną swoją przestrzeń lotniczą lub gdzie ze względu na szybki rozwój zakażeń LOT zdecyduje się zawiesić sam połączenia? – pyta retorycznie Adrian Furgalski, prezes zarządu w Zespole Doradców Gospodarczych TOR. – Choroby o zasięgu ogólnoświatowym, konflikty militarne zwłaszcza te związane z wydobyciem ropy, terroryzm i recesja to są podstawowe czynniki, które wpływają szybko na spadek podróży lotniczych i w konsekwencji wyniki przewoźników. Gdy dodamy do tego sytuację flotową w LOT, to firma ma na pewno przed sobą trudne miesiące – dodaje ekspert.

– Przyznam, że LOT ma wyjątkowego pecha. W sytuacji kiedy wydaje się, że wychodzi już na prostą to albo silniki od Dreamów, albo MAX-y ciągną go w dół. Teraz na dodatek wirus. Przewoźnicy lotniczy to oczywiście tylko część obrazka, ta najbardziej widoczna. Ale i lotnisk to dotknie. Mniej pasażerów, mniej lotów to mniej pieniędzy dla lotnisk i wszystkich podmiotów, które z ruchu lotniczego żyją, od parkingów po sklepy wolnocłowe – zauważa Sebastian Gościniarek, ze spółki BBSG.

Warto także pamiętać o tym, że PGL, który jest właścicielem LOT ma teraz na głowie także kwestie związane z przejęciem niemieckiego Condora i kwestie ułożenia współpracy dwóch przewoźników po sfinalizowaniu transakcji.

– Trzeba pamiętać, że wyniki przewoźnika są na poziomie „zero plus”, więc każde wahnięcie, wzrost kosztów, zmniejszenie przychodów może go przenieść na czerwoną stronę. A to przecież jeszcze nie koniec, nie wiemy jak sytuacja się rozwinie. Dopiero gdy całe zamieszanie się zakończy albo przynajmniej sprawa wirusa będzie pod kontrolą, będzie można się pokusić o jakąś ocenę skutków – mówi Gościniarek.

LOT decydując się na ograniczenie połączeń do Mediolanu, nie traci tak bardzo jak inni przewoźnicy. – W krótkim terminie najbardziej narażone na straty związane bezpośrednio z odwołaniem lotów do Włoch i spadkiem popytu w tym kraju są linie o największym udziale rynkowym, czyli Ryanair i Alitalia, a w nieco mniejszym stopniu easyJet i grupa Lufthansy. Poważniejszym i trudniejszym do opanowania problemem jest ogólny spadek popytu na podróże także do krajów bez dużych ognisk epidemii. Ten efekt będzie bardziej długotrwały – wyjaśnia Dominik Sipiński, analityk lotniczy ch-aviation i Polityki Insight.

Kluczowe opanowanie wirusa przed sezonem wakacyjnym

Największym wyzwaniem pozostanie jednak kwestia normalizacji i stabilizacji siatki połączeń. Jak na razie liniom lotniczym sprzyjają malejące ceny ropy naftowej, ale to jedyna w miarę pozytywna informacja. Jeśli koronawirus będzie nadal zniechęcał do podróżowania, to stale mające współczynniki wypełnienia lotów pasażerskich i cargo sprawią, że marże zaczną topnieć. Nie każda firma może to wytrzymać, zwłaszcza jeśli normalne operacje nie zostaną wznowione przed wiosennym i letnim szczytem.

– Na razie niestety spodziewam się dalszego ograniczania lotów, także wewnątrz Europy. Zresztą nawet na działających kierunkach zmniejszy się liczba pasażerów. Z dramatem będziemy jednak mieli do czynienia dopiero w sezonie wakacyjnym, jeśli rozprzestrzeniania wirusa nie uda się szybko powstrzymać. Odbije się to na czarterach, ale też przewoźnikach regularnych. Ludzie po prostu będą mniej latać, wybiorą wakacje w kraju – zauważa Sebastian Gościniarek.

Wydaje się, że w pierwszej kolejności stracą przede wszystkim przewoźnicy niskokosztowi, a nie linie tradycyjne – jak LOT – mające nieco większe pole manewru i większą grupę klientów biznesowych, co przekłada się na mniejszą wrażliwość na wskaźniki wypełnienia. Jak zauważa Sipiński, linie niskokosztowe mają jednak łatwiej ze względu na brak efektu domina, bo nie przewożą pasażerów przesiadkowych. – W przypadku linii tradycyjnych brak pasażerów z Włoch, Chin i Korei może prowadzić do spadku rentowności połączeń w zupełnie inne regiony – zauważa.

LOT podkreśla, że w przypadku takiego zagrożenia jak koronawirus SARS-Cov-2 rachunek ekonomiczny ma mniejsze znaczenie niż zdrowie załóg i pasażerów.


Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo