Partner serwisu

Kres lotniczego raju wokół fabryk Airbusa. Masowe zwolnienia i bezrobocie

Rafał Dybiński 24.10.2020

Kres lotniczego raju wokół fabryk Airbusa. Masowe zwolnienia i bezrobocie
fot. Piotr Bożyk
Rodzinna firma Agnes Timbre-Sauniere z okolic Montauban, w południowo-zachodniej Francji, przetrwała dwie wojny światowe, ponad sto lat wzlotów i upadków, ale może ją pogrążyć bieżący kryzys branży lotniczej – opisuje "Bloomberg".
Założone w 1905 roku przedsiębiorstwo specjalizowało się na początku działalności w druku na skórze i filcowych osłonach, ale od dziesięcioleci wytwarza również pokrowce na fotele klasy biznes dla Airbusa i mniejszych producentów samolotów.

Uziemienie jednej trzeciej maszyn na całym świecie z powodu kryzysu wywołanego wirusem COVID-19 sprawiło, że linie lotnicze wstrzymały bądź nawet anulowały zamówienia, co okazało się miażdżące dla takich firm, jak właśnie tej rodziny Timbre-Sauniere.

Przedsiębiorstwo Celso SAS znajduje się zaledwie pół godziny jazdy od Tuluzy, głównej siedziby Airbusa i zarazem centrum europejskiej awiacji. Oprócz rodzinnej firmy Timbre-Sauniere funkcjonowało w okolicy blisko 1200 podobnych jednostek, zależnych od przemysłu lotniczego. Razem tworzyły kręgosłup krytycznego łańcucha dostaw dla całego sektora o wartości 74 mld euro. – Tracimy pieniądze każdego miesiąca. Morale prezesów cierpi, a ludzie są coraz bardziej zaniepokojeni tym, co się wydarzy w najbliższych miesiącach – przyznał 55-letni Timbre-Sauniere.

Ekosystem wisi nad przepaścią

Setki firm w całej okolicy Tuluzy, włączając sklepy, restauracje, piekarnie po fryzjerów, tworzą ekosystem, który wisi nad przepaścią. Spowolnienie może bowiem trwać pięć lat, dłużej niż zakłada wsparcie nawet najbardziej hojnego państwa. Podobne scenariusze rozgrywają się w innych europejskich ośrodkach, takich jak w brytyjskie Midlands czy niemiecki Hamburg, gdzie swoje fabryki miał Airbus, Rolls-Royce, Safran czy Rockwell Collins.

Jeszcze w styczniu bieżącego roku francuska agencja statystyczna Insee donosiła, że ponad dwie trzecie firm lotniczych na południowych zachodzie kraju miało trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników, bowiem ubiegłoroczny boom na podróże lotnicze przyniósł Airbusowi rekordowe dostawy. Linie montażowe producenta samolotów były pełne aktywności. Kiedy jednak podróże lotnicze stanęły z powodu pandemii, pogrążając przewoźników powietrznych, Airbus zapowiedział obniżenie produkcji o 40 proc.

Na całym świecie straci w ten sposób pracę 15 tys. osób, w tym 5100 w Niemczech i kolejne 5000 we Francji, głównie w Tuluzie. Połowę zamówień stracili mniejsi dostawcy z brytyjskiego Midlands. – Do wiosny przyszłego roku stracimy 30 proc. ludzi z branży. Niektórzy zmniejszą zatrudnienie nawet o połowę – oznajmił Andrew Mair, szef Midlands Aerospace Alliance. Rodzinna firma G&O Springs z Redditch, niedaleko Birmingham, straciła jeszcze więcej, bowiem zmniejszyła liczbę pracowników z 50 do 23. – Nie spodziewam się powrotu do miejsca, w którym byliśmy, do 2025 roku. To był ciężki cios – zaznaczył Steve Boyd, dyrektor zarządzający G&O Springs.

Teraz jest już źle, a co będzie dalej?

Równie mocno decyzją Airbusa o redukcjach została dotknięta Brema i jej okolice. Ten obszar ma jeden z najwyższych wskaźników bezrobocia w całych Niemczech. – W tej chwili nie wiemy jeszcze, ile z tych mniejszych firm sobie nie poradzi. Na pewno sporo nie przetrwa w Bremie i jej okolicach – powiedziała Ute Buggeln, reprezentująca IG Metall.

Najgorzej sytuacja wygląda jednak w regionie Tuluzy, gdzie o ciągłość pracy niepokoi się ponad 159 tys. mieszkańców. – Każdy ma kogoś w rodzinie, kto pracuje dla Airbusa. Nie jesteśmy w stanie nawet zmierzyć skutków tej pandemii. Tak mocno nas dotknęła. Region jest zbyt uzależniony od tej branży – podkreślił prawnik Mickael Nogal. – Jest kilka firm, które umrą i będziemy musieli to zaakceptować – stwierdził Christophe Cador, prezes Satys Group, specjalizującej się w lakierowaniu samolotów.

Przed wybuchem pandemii przemysł lotniczy w regionie Tuluzy, gdzie mieszczą się także bazy producenta turbośmigłowych ATR-ów i biznesowych odrzutowców Daher, miał zyskać jeszcze nową linię montażową maszyn A320 i kosmiczne centrum dowodzenia dla francuskiej armii. Inwestycje zostały jednak wstrzymane, bo samo przetrwanie kryzysu stało się teraz priorytetem. Skutki tych decyzji boleśnie odczuje również gastronomia. – Najbliższe miesiące będą ciężkie – stwierdził Jacques Routaboul, właściciel Taverne Heidelberg, która obsługuje coraz mniej klientów każdego dnia. – Sytuacja jest naprawdę tragiczna – wyznała Sandrine Scionico, której prowadzona z mężem popularna restauracja w pobliżu lotniska w Tuluzie straciła ponad połowę gości. – Teraz jest już źle, a ja jeszcze bardziej martwię się tym, co będzie – podsumowała Scionico.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo
</