Partner serwisu

Co niszczy branżę lotniczą – koronawirus czy polityka?

Kasper Fiszer 18.09.2020

Co niszczy branżę lotniczą – koronawirus czy polityka?
Samolot w Rzeszowie-Jasioncefot. Kasper Fiszer
O skali i sposobie wprowadzania obostrzeń w ruchu lotniczym z i do Polski, o tym, na ile powinniśmy bać się latania w okresie pandemii i o pozycji różnych przewoźników w dobie nieustających zmian prawnych dyskutowano dziś na Kongresie Rynku Lotniczego w Warszawie.
Bardzo dużo miejsca w dyskusji podczas Kongresu Rynku Lotniczego poświęcono ocenie aktualnych ograniczeń prawnych wprowadzonych w Polsce w związku z pandemią koronawirusa. – Kluczowa dla skutecznego prowadzenia każdego biznesu jest przewidywalność – mówił Andrzej Kobielski, członek zarządu i dyrektor handlowy Enter Air. Ocenił przy tym, że decyzje na poziomie rządowym podejmowane były chaotycznie, brakowało też ich spójności i logiki. To nie pozwoliło na odbudowanie ruchu lotniczego po zniesieniu największych restrykcji w skali całego życia gospodarczego i społecznego.

Postulował on przy tym konsultowanie decyzji o wprowadzeniu ograniczeń w operowaniu do poszczególnych krajów nie tylko z Głównym Inspektorem Sanitarnym, ale i z branżą turystyczną czy lotniczą. Mówił, że dobrym przykładem jest objęcie zakazem lotów całej Hiszpanii, podczas gdy przewoźnicy z pewnością wskazaliby, że spod zakazu wyłączyć można Wyspy Kanaryjskie, na których wskaźnik zachorowań jest owiele niższy niż na kontynencie. Zwrócił także uwagę na konieczność ogłaszania zmian z większym wyprzedzeniem. – Dziś 35 – 40 proc. biletów sprzedaje się pomiędzy 9. a 1. dniem przed rozpoczęciem podróży. Bardzo trudno jest prowadzić odpowiedzialny biznes w takich warunkach – argumentował.

W bardzo mocnym tonie na temat rządowych restrykcji wypowiedział się Tomasz Kloskowski, prezes zarządu Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy. – COVID to stan umysłu, nic więcej – stwierdził, zastrzegając, że nie neguje samego istnienia wirusa, ale skalę zagrożenia, jaką on niesie. – Od marca jesteśmy bezlitośnie okładani kijem baseballowym po naszych głowach i nie naprawimy całego systemu, dopóki tych głów nie oczyścimy – stwierdziłł. Wskazywał m.in. na bezsensowne jego zdaniem wstrzymywanie lotów do państw, do których bez problemu można dolecieć z przesdiadką, dojechać autobusem lub dopłynąć promem. Przewidywał przy tym, że ruch lotniczy może zostać odbudowany w ciągu trzech lat.

O potrzebie uporządkowania ograniczeń, np. ujednolicenia ich na poziomie unijnym, mówił natomiast Sebastian Gościniarek, partner BBSG. – Dziś problemem jest chaos, z którym w mojej ocenie moglibyśmy sobie łatwo poradzić – stwierdził. Wskazywał m.in. na możliwość zmiany zakazu lotów pomiędzy poszczególnymi krajami na ograniczenia dotyczące tylko konkretnych regionów. Ocenił, że pasażer nie może zaufać przewoźnikowi, który się miota: uruchamia nowe połączenia, likwiduje je, przywraca, przesuwa termin przywrócenia itd., a spółki lotnicze nie mają obecnie innej możliwości funkcjonowania.

Na różną pozycję LOT-u względem innych linii lotniczych zwrócił zaś uwagę Eryk Kłopotowski, ekspert ds. rynku lotniczego. Jego zdaniem narodowy przewoźnik jest beneficjentem wprowadzonych restrykcji, bo zakontraktowane wcześniej u niego loty czarterowe mogą odbywać się bez przeszkód. – Dużo gorsi dla całego rynku lotniczego niż COVID są politycy. Ograniczenia wprowadzane z dnia na dzień służą temu, by pozbyć się tanich linii lotniczych, a wspierać LOT – przekonywał. Mówił też, że najprawdopodobniej zakończył się czas deregulacji rynku lotniczego, a zaczął czas jego regulowania. Postulował, by wymusiło to np. bardziej ekologiczne rozwiązania techniczne, a nie prowadziło do likwidacji konkurencji.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo