Partner serwisu

Clark: To koniec A380 i B747. Ten kryzys to czarny łabędź dla branży

Rafał Dybiński 06.05.2020

Clark: To koniec A380 i B747. Ten kryzys to czarny łabędź dla branży
fot. G patkar commons.wikimedia.org
Prezes Emirates Tim Clark twierdzi, że pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 jest katastrofalna dla biznesu lotniczego, a niektórzy przewoźnicy są nadal zagrożeni, pomimo rządowego wsparcia. Bez tej pomocy ich los byłby przesądzony, tak jak wydaje się jest dla niektórych modeli samolotów.
– Mogłoby się to stać, gdyby w ostatnich miesiącach nie doszło do wielu interwencji państwowych. Firmy dążyłyby do konsolidacji i połączenia z innymi, aby uwolnić się od kłopotów finansowych, z którymi się borykają – wyznał Clark w wywiadzie dla "The National".

Spadek ruchu pasażerskiego będzie odczuwalny jeszcze długo po ustąpieniu pandemii. Liczba uziemionych maszyn także nie będzie się zmniejszać. Przewoźnicy podejmują bezprecedensowe środki, aby chronić swoje istnienie dzięki radykalnemu zmniejszeniu oferowania i zachowaniu gotówki w miarę zanikania dochodów. W zeszłym miesiącu dziesięć amerykańskich linii lotniczych osiągnęło porozumienie z rządem amerykańskim w sprawie przyjęcia wsparcia finansowego na poziomie 58 mld dolarów.

Zbankrutować mogło 85 procent przewoźników

Holding Air France-KLM ma otrzymać 7 mld euro w formie pożyczek i gwarancji kredytowych od rządu francuskiego, a rząd holenderski zobowiązał się do kolejnych 2, a nawet 4 mld euro pożyczek i gwarancji dla samej KLM. – Gdyby działały naturalne prawa przetrwania podaży i popytu najsilniejszych, to widzielibyśmy ubój wielu linii lotniczych. Myślę, że około 85 procent zbankrutowałoby, gdyby nie było interwencji państwa – podkreślił Clark.

Sternik firmy z Dubaju uznaje pandemię koronawirusa SARS-CoV-2 za wydarzenie z gatunku ekonomicznego "czarnego łabędzia" dla całej branży lotniczej. – To najlepiej odpowiada sytuacji. Jeśli wrócimy do zakłóceń i zdarzeń aż do drugiej wojny, z którymi zmagał się świat, to biorąc pod uwagę wszystkie z nich, nie ma równoważnego temu, co się teraz wydarzyło – stwierdził prezes Emirates. – Kryzys jest niezwykle poważny i ma druzgocący wpływ na biznes. W tej chwili nie widzę żadnego wyjścia – oświadczył szczerze Clark. Wolumen pasażerów spadł do najniższego poziomu od czternastu lat. - Marzec był katastrofalnym miesiącem dla lotnictwa – oznajmił także wcześniej Alexandre de Juniac, prezes Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), dodając wówczas również, że kwiecień będzie jeszcze trudniejszy, a proces odnowy branży będzie bardzo powolny.

Popyt nie powróci jak tsunami 

Clark jest przekonany, że popyt na podróże lotnicze w nadchodzących latach będzie ograniczony ze względu na skutki kryzysu. – Musimy zaakceptować fakt, że w ciągu najbliższego roku lub dwóch, może nieco dłużej, popyt na podróże lotnicze będzie pod wieloma względami zmniejszony. Moim zdaniem nawet 20 lub 30 procent mniejszy niż to, co mieliśmy przed wybuchem pandemii koronawirusa – stwierdził sternik Emirates, który nie jest pewny szybkiego odbicia jeszcze w lipcu i sierpniu, jak przewiduje z kolei Michael O'Leary, właściciel Ryanaira.

– Nikt nie zgadnie, co się stanie i co ludzie zrobią tego lata. Szczerze mówiąc, jeśli dostaną cokolwiek dobrego, to będzie świetnie. Nie sądzę jednak, że popyt powróci jak tsunami – zaznaczył Clark, który wróży całej branży gwałtowne zmiany. – Zatem to, co z tego wyniknie, będzie bardzo interesujące. Krajowi przewoźnicy zastanowią się nad tym, co się może wydarzyć i jak dopasować zasoby do resztek sieci. Popyt na liczbę samolotów sprzed wybuchu pandemii na pewno spadnie, a linie lotnicze uziemią stare maszyny, skupiając się na nowszych modelach, które pojawią się na rynku – kontynuował prezes Emirates.

Bezpieczna przyszłość A350 i B787

– Zdajemy sobie sprawę, że to koniec A380 i B747. Natomiast A350 i B787 zawsze znajdą dla siebie miejsce. Być może ich zamówienia zostaną odroczone, ale ostatecznie wrócą i prawdopodobnie będą lepiej dostosowane do globalnego popytu w latach po pandemii. Spowolnienie zapotrzebowania na takie samoloty utrzyma się od trzech do pięciu lat. Myślę, że Boeing i Airbus to zauważają i już teraz spowalniają produkcję. Nie można latać z Dubaju do San Francisco modelem 737 non-stop, ale można 787, tak jak A350 i to bardzo wygodnie – wyjaśnił Clark, który nie jest zwolennikiem rekonfiguracji maszyn pasażerskich na towarowe.

– Nie będę zaskoczony, jeśli ten wirus zniknie pod koniec lata. Jeśli tak się nie stanie, wówczas szczepionka będzie jedynym sposobem, w jaki będziemy w stanie poradzić sobie z sytuacją w przypadku podróży międzynarodowych. Moje przeczucie podpowiada mi, że latem przyszłego roku możemy być na dobrej drodze do masowej globalnej inokulacji i dlatego wszystko się zmieni. Jeśli tak się stanie, cała historia z utrzymaniem dystansu w pociągach, autobusach, samolotach, restauracjach i hotelach zniknie. Do tego jednak momentu będziemy zmagać się z agonią transportu publicznego – przewiduje Clark, który pod koniec czerwca 2020 roku miał przejść na emeryturę.

- W tej chwili skupiamy się na znalezieniu wyjścia z tej dość trudnej sytuacji. Zasadniczo powiedziałem, że pozostanę do czasu uzyskania jakiegoś postępu, nad czym pracuje cała grupa zarządzają, a potem zobaczymy, jak to będzie dalej. Prawdopodobnie nadal jestem dość przydatny, ponieważ mam doświadczenie i instynkt. Nie chodzi tylko o mnie, ale również o rząd, który jest właścicielem Emirates. Kiedy nadejdzie właściwy czas będę realizował swoje plany. Mamy dobry zespół ludzi. Pracujemy ze sobą od dawna. Nikt jednak wcześniej nie zmierzył się z taką sytuacją w branży lotniczej - podsumował Clark.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo