Partner serwisu

Boeing zatrudni pilotów nadzorujących reaktywację MAX-ów

Emilia Derewienko 18.12.2020

Boeing zatrudni pilotów nadzorujących reaktywację MAX-ów
fot. Piotr Bożyk
Boeing zatrudni do 160 pilotów, którzy zostaną osadzeni w liniach lotniczych, aby zapewnić „płynny powrót” w przestworza Boeingowi 737 MAX, po 20-miesięcznym uziemieniu tego modelu – informuje Agencja Reutera.
Nowi piloci będą pełnić rolę instruktorów lub obserwatorów w kokpicie, podczas 35-dniowych szkoleń, za równoważnik rocznej pensji. Ta może sięgnąć nawet 200 tys. dolarów, przy całkowitym potencjalnym koszcie programu, wynoszącym 32 mln dolarów. To część kampanii Boeinga, mającej na celu zabezpieczenie lotów MAX-ów przed usterkami operacyjnymi i odbudowę zaufania po katastrofach w Indonezji i Etiopii, w których zginęło łącznie 346 osób.

Nowi piloci, instrukcje dla załogi


Strategia obejmuje również całodobowy nadzór lotów 737 MAX na całym świecie oraz instruktaż rozmów dla stewardów, aby uspokoić potencjalnie zaniepokojonych pasażerów. Obowiązki obejmują doradztwo i pomoc w obsłudze klienta, w tym w zakresie lotów.

Piloci muszą mieć tysiąc godzin doświadczenia instruktorskiego „bez incydentów, wypadków, strat lub naruszeń” oraz posiadać licencje na pilotowanie B737 i innych odrzutowców Boeinga. – Nadal ściśle współpracujemy z globalnymi regulatorami i klientami, aby bezpiecznie przywrócić B737-8 i B737-9 do użytku na całym świecie – komentuje rzeczniczka Boeinga.

Płynny powrót do służby MAX-ów to dla amerykańskiego producenta klucz do utrzymania biznesu i wyjścia z kryzysu. Producent ponosi koszty w wysokości 20 mld dolarów w związku z uziemieniem MAX-ów od marca 2019 roku. Firma przygotowała już plany początkowej inwestycji w wysokości 1 mld dol. w rekrutację pilotów, szkolenie i opracowanie zestawu przygotowawczego dla następnego pokolenia pilotów.

Eksperci ds. bezpieczeństwa uważają, że decyzja o bezpośrednim zatrudnieniu pilotów jest niezwykła i sygnalizuje chęć Boeinga, aby jak najszybciej wdrożyć powrót MAX-ów do służby. Według źródeł i dokumentów, zatrudniać pilotów w imieniu Boeinga będzie CCL Aviation. Brytyjska firma określa się mianem największego na świecie dostawcy personelu szkolenia lotniczego i pilotów instruktorów.

Całodobowy War Room


Dodatkowi piloci to jednak tylko jeden ze sposobów, w jaki Boeing bacznie obserwuje reaktywację MAX-ów. Producent stworzył również „war room”, działający 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu w zakładzie Seal Beach w Kalifornii. Personel korzystający z masywnych ekranów LCD będzie zajmował się tam „monitorowaniem floty w czasie rzeczywistym” w celu „szybkiego rozwiązywania problemów” w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowych.

Boeing wysłał także „wyspecjalizowane zespoły”, w których skład wchodzi 154 członków obsługujących pięć regionów na świecie. Przeprowadził także rozmowy z dziesiątkami linii lotniczych w celu przedstawienia dokumentów, które przewoźnicy będą wykorzystywać do omawiania z pasażerami bezpieczeństwa MAX-ów.

To jednostronicowy podręcznik, oferujący stewardom krótkie, proste odpowiedzi na pytania pasażerów dotyczące tego, co poszło nie tak podczas katastrofy B737 MAX oraz jak Boeing naprawił problemy. Osoby związane ze sprawą uważają, że zastosowanie w instruktażu języka o „wspólnej odpowiedzialności” mogło zirytować niektóre linie lotnicze.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Problemy Boeing 737 MAX
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony