Partner serwisu

#LOTdoDomu. Mikosz: Zamiast krytykować, wesprzyjmy załogi LOT-u

Emilia Derewienko 24.03.2020

#LOTdoDomu. Mikosz: Zamiast krytykować, wesprzyjmy załogi LOT-u
fot. Piotr Bożyk
– Lotnictwo po koronawirusie wróci uszczuplone. Większość linii może nie upadnie, ale będzie mieć problemy z płynnością finansową. LOT raczej nie udźwignie się bez wsparcia rządu – komentuje w rozmowie z Rynkiem Lotniczym Sebastian Mikosz, były prezes Polskich Linii Lotniczych LOT w latach 2013-2015 i do niedawna szef Kenya Airways.
Polskie lotnictwo cywilne żyje obecnie akcją narodowego przewoźnika #LOTdoDomu. W związku z zamknięciem granic zewnętrznych Unii Europejskiej i zakazem lotów międzynarodowych, spowodowanych pandemią koronawirusa, Polskie Linie Lotnicze LOT rozpoczęły akcję repatriacyjną. Do poniedziałku na pokładach samolotów przewoźnika do kraju powróciło już ponad 28 tys. ludzi. Polska otrzymała również finansowanie UE, dzięki któremu linie będą mogły swoich obywateli przewieźć za darmo.

Zanim jednak ta decyzja zapadła, akcja wzbudziła wątpliwości czy zasadne jest, aby loty komercyjne nazywać repatriacyjnymi – za powrót do Polski specjalnymi lotami podróżujący zapłacą zryczałtowaną stawkę. Jej wysokość zależy od kierunku, z którego realizowany jest przelot: 400-800 zł w granicach Europy i 1600-2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. Pozostałą kwotę dopłaca polski rząd. Można także przeczytać opinie, czy epidemiologicznie bezpieczne jest, aby wszystkich obywateli zwozić naraz do domu.

– To kompletnie absurdalne zarzuty – komentuje Sebastian Mikosz, były prezes PLL LOT. – Niezależnie od sposobu przekraczania granic, wszystkich obywateli wjeżdżających do Polski obowiązuje 14-dniowa kwarantanna – mówi. – Ponadto, na całym świecie wszystkie loty repatriacyjne są płatne – chyba, że wykonuje je lotnictwo wojskowe. LOT wykonuje obecnie z 10 rejsów dziennie, co pewnie stanowi około 5 proc. wszystkich lotów przewoźnika – dodaje. Mikosz przyznaje, że LOT, a zwłaszcza załogi pokładowe przewoźnika, są teraz w bardzo trudnej sytuacji i apeluje o to, aby właśnie teraz wesprzeć je organizacyjnie.

Ale trudności dotykają nie tylko LOT. Cała branża znajduje się obecnie w wyjątkowej sytuacji. Niedawno publikowane przez nas prognozy Centrum Lotnictwa Azji i Pacyfiku (CAPA) głoszą, że do końca maja zbankrutuje większość linii lotniczych na świecie. Były prezes PLL LOT nie do końca zgadza się jednak z tą tezą. – Linie może nie splajtują, ale na pewno zaczną mieć problemy płynnościowe. Powinniśmy spojrzeć dalej, na to, co może się stać za 2-3 tygodnie. Jeśli zastój potrwa dłużej, branża może pogrążyć się w zapaści – komentuje.

Czy LOT poradzi sobie bez wsparcia państwa? Zdaniem Sebastiana Mikosza – nie. – Wszystko zależy od tego, ile potrwa ta sytuacja oraz jak będzie ona wyglądać 15 i 30 kwietnia. Te daty przyjąłbym jako graniczne – podsumowuje.

Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
COVID. Epidemia koronawirusa z Wuhan a lotnictwo