Partner serwisu

Białystok: „Tylko lotnisko na Saharze nie wywołałoby protestów"

Rafał Dybiński 19.03.2021

Białystok: „Tylko lotnisko na Saharze nie wywołałoby protestów"
fot. Pixabay
Rozbudowa lotniska Białystok-Krywlany to gorący temat od wielu lat i wokół niego toczyły się już polityczne batalie. Mieszkańcy stolicy Podlasia, aspirującej do czołówki polskich metropolii, pokładają spore nadzieje w planowaną inwestycję. Sprawa nabrała jeszcze większych rumieńców po zapowiadanej wycince 15 tys. drzew w Lesie Solnickim na potrzeby modernizacji przyszłego portu.
– Jesteśmy zdecydowani na złożenie skargi i prawdopodobnie do tego dojdzie. Przed nami ostatnie spotkanie z prawnikiem w tej sprawie – ujawniła Katarzyna Sztop-Rutkowska w debacie na antenie "Radia Białystok". Założycielka i prezes Fundacji SocLab oraz liderka ruchu miejskiego „Inicjatywa dla Białegostoku” wspomniała o uchybieniach, które dały podstawy do złożenia sądowej skargi. – Bardzo zależy nam na tym, żeby przy okazji tej rozpoczętej dyskusji, żeby mieszkańcy dowiedzieli się wszystkiego na temat planowanego lotniska i sami podjęli decyzję, czy rzeczywiście jest to dobra inwestycja – zaznaczyła Sztop-Rutkowska.

– Organizujemy już spotkanie z mieszkańcami i myślę, że będziemy tam mogli obalić dużo mitów, narastających wokół lotniska. Termin podamy w kwietniu, chociaż pewnie drobnym problemem będzie reżim sanitarny, dlatego przygotowania dłużej trwają, ale tak, debata się odbędzie – zapewnił słuchaczy Adam Musiuk. Wiceprezydent Białegostoku przypomniał, że usunięta zostanie tylko część drzew na terenie 80 ha, gdzie znajduje się w sumie 45 tys. drzew, z czego do wycinki wyznaczono 15 tys.

– Od technicznej strony wygląda to tak, że firma geodezyjna przeprowadziła pomiary i zostały wskazane drzewa, które muszą być wycięte. Na tym polega. Ustawa o prawie lotniczym zobowiązuje nas do usunięcia takich przeszkód lotniczych, czyli obiektów, które na podejściu samolotu do lądowania stwarzałby zagrożenie. Niezależnie od tego czy byłoby to drzewo, jakaś wieża czy cokolwiek innego. Tylko takie elementy i nic dodatkowo – wyjaśniał Musiuk.

Wiceprezydent stolicy Podlasia argumentował decyzję również regularnymi wycinkami i nasadzeniami Lasów Państwowych, co jest normalnym elementem gospodarki leśnej. – Tylko 7 ha z tych omawianych 80 ha należy do miasta. Pozostałe są własnością właśnie Lasów Państwowych. Zarządzamy w podobny sposób i może dojść do lokalnych wycinek, ale również do nasadzeń. Także w Lesie Solnickim są miejsca po wycinkach i takie, gdzie zasadzono nowy las. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w tym konkretnym przypadku odbyła się również taka gospodarka leśna, oczywiście z ograniczeniem, że pewnych wysokości drzewa nie mogą osiągnąć – kontynuował Musiuk.

Sztop-Rutkowska: Ciężki sprzęt powiększy zniszczenia wycinki

– Musimy pamiętać o tym, że nie da się zrobić punktowo wycinki. Tam musi wejść ciężki sprzęt. Doświadczenia z podobnych zrębów pokazują, że jest to z reguły dodatkowe 30 proc. zniszczonego lasu. O tym należy pamiętać, jak i o tym, że z dokumentów udostępnionych przez miasto wynika wyraźnie, że to jest dopiero początek wycinki. W kolejnych etapach jest mowa o następnych 113 ha, które zostaną wycięte pod planowaną rozbudowę lotniska. Mówimy więc o naprawdę dużej zmianie o liczbie drzew – ripostowała Sztop-Rutkowska.

Założycielka i prezes Fundacji SocLab przypomniała, że Białystok wśród miast z powyżej 100 tys. mieszkańców jest niemal na końcu stawki pod względem posiadanych terenów zielonych. – Nie jest prawdą to, że jesteśmy zielonymi płucami regionu, ani tym bardziej Polski. To są naprawdę ogromne straty – stwierdziła Sztop-Rutkowska.

– To jest dla mnie oczywiste, że takie straty trzeba odtworzyć. Nie możemy dopuścić, żeby tego lasu było mniej. To co widzieliśmy kilka lat temu w Puszczy Białowieskiej wywoływało ciarki na plecach i nie chciałbym tego przeżywać także w Białymstoku – przyznał Tadeusz Rutkowski. Były dyrektor lokalnego aeroklubu i doradca prezydenta stolicy Podlasia nie zgodził się jednak z opinią liderka ruchu miejskiego „Inicjatywa dla Białegostoku”. – Nasze miasto leży na wielkiej polanie między Puszczą Białowieską a Knyszyńską. Tych lasów wokół jest dużo, ale zgadzam się z tym, że Lasy Państwowe traktują drzewa jak łan zboża. Tu wytniemy, tam dosadzimy, tyle tylko, że nie da się tego robić co rok, tylko co 50 lub 60 lat. Drzewa jednak wolniej rosną niż zboże – podkreślił Rutkowski.

– Jestem za powiększaniem leśnego areału wokół Białegostoku, ale są takie miejsca pod inwestycje, gdzie trzeba trochę tych drzew wyciąć – dodał dyrektor lokalnego aeroklubu. – Badania jasno pokazują, że tylko 24 proc. mieszkańców Białegostoku może w ciągu 5 minut dotrzeć do terenu zielonego. Jesteśmy naprawdę na szarym końcu w Polsce. Żeby zastąpić jednego dorosłego buka potrzeba 1700 sadzonek. Miasto nie ma takiego obszaru, żeby nasadzenia kompensowały stratę, jaką poniesiemy w Lesie Solnickim – nie dawała za wygraną Sztop-Rutkowska.

Musiuk: S8 nadal najlepszą drogą rozwoju

– Wszyscy razem powinniśmy popatrzeć szerzej na lotnisko w Białymstoku. Wszyscy moi znajomi wyemigrowali kiedy studiowałem, głównie do Warszawy, bo tam są perspektywy. Zostałem i dobrze wiem, jak brak lotniska blokuje nasze miasto. Świat się skurczył, możemy pracować zdalnie, ale nie pojawi się u nas duży biznes i rozsądne firmy, a za tym idzie miejsca pracy, nigdy nie będziemy miastem, z perspektywami i z którego nie trzeba będzie uciekać, jeśli tu nie będzie lotniska. To nie tylko szansa dla tego miasta, ale to jest wręcz obowiązek. Póki co młodzi ludzie dalej będą mówić, że najlepszą drogą do rozwoju jest S8 – ironizował Musiuk.

Według Sztop-Rutkowskiej miasto tylko sprzedaje od kilku lat marzenie białostoczan, o tym, żeby mieszkać w metropolii oraz żeby lepiej im się żyło. – Tego marzenia nie da się jednak zrealizować. Sami eksperci mówią wprost, że trudno będzie oczekiwać, aby rozwój lotniska w Białymstoku przyniósł bezpośredni efekt w postaci przyciągniętych dużych inwestycji. Mogą jednak przyjechać mniejsi i uwaga, oni już mogą lądować. Samoloty General Aviation mogą bowiem już lądować w Krywlanach – przypomniała słuchaczom Sztop-Rutkowska. – Trochę się zjeżam na takie sformułowania, bowiem lotnisko nie jest penicyliną, czyli lekarstwem działającym natychmiast. Na to potrzeba wielu lat, a według mnie, o co mam żal, myśmy już stracili 30 lat. Tych pomysłów było mnóstwo, ale ciągle wracamy do tego samego miejsca. Co jeden to śmieszniejszy, a niektóre można porównać do CPK – odpowiedział z kolei były doradca prezydenta Białegostoku.

Głos w programie zabrał również Wojciech Strzałkowski, przedsiębiorca i biznesmen. – Lotnisko nie tylko jest potrzebne, ale wręcz niezbędne do rozwoju tego miasta. Mogę to porównać do sytuacji sprzed 200 lat, kiedy to kolej żelazna ominęła Tykocin, wówczas porównywalny do Białegostoku. Dziś to stolica Podlasia jest centrum makroregionu, a Tykocin pozostał bardzo małym miasteczkiem – przedstawił swój punkt widzenia Strzałkowski. Wtórował mu oczywiście wiceprezydent Białegostoku. – Proszę zobaczyć jak rozwija się Lublin, pod względem mieszkańców porównywalny z Białymstokiem. Dlaczego? Bo mają lotnisko i tak twierdzą przedsiębiorcy z tego miasta. My mamy z tym problem – dodał Musiuk.

– Lotnisko nie jest remedium. To tylko jedno miejsce w excelu, w którym się patrzy, czy warto zainwestować w tym mieście. To nie jest kwestia strat czysto przyrodniczych. Teraz w pandemii lotniska mają ogromne problemy, a cała branża jest w największej zapaści od wielu lat, a my zaczynami myśleć o inwestycjach, które będą nasz kosztować 130 mln złotych do 2025 roku, według tylko państwa szacunków, które uważam są bardzo zaniżone. I my chcemy zainwestować w coś tak ryzykownego? Nawet eksperci lotnictwa doradzają wstrzymanie z takimi decyzjami do czasu ustąpienia pandemii, bo nie wiadomo jak to będzie wszystko wyglądać. Według mnie to nigdy nie będzie dochodowe lotnisko – kontratakowała liderka ruchu miejskiego „Inicjatywa dla Białegostoku”.

"Lotnisko na Krywlanach jest już wiele lat i trzeba to przyjąć do wiadomości"
 

– Jak mamy kontaktować się ze światem i zapraszam gości, naukowców, jeżeli do najbliższego lotniska jedzie się ponad dwie godziny? – pytał retorycznie Musiuk. – Powoli staniemy się miastem wykluczonym. Nie ma w Polsce drugiej takiej strefy, w której trzeba tak długo jechać do najbliższego lotniska. Czeka nas to samo, co Tykocin, który ominęła kolej żelazna. Będziemy miastem bez perspektyw – powtarzał wiceprezydent stolicy Podlasia. – Możemy mówić o lotnisku biznesowym, bo takie samoloty już mogą lądować w Krywlanach, natomiast opowiadacie bajki o lotnictwie komunikacyjnym i o tym, że będziemy latać na wakacje – ponownie wtrąciła się Sztop-Rutkowska.

– Miasto wypiękniało, ale nie dało nam rozwoju. Gdyby jednak zapytać białostoczan, gdzie chcieliby mieć lotnisko, to pewnie nigdy nie doszlibyśmy do konkluzji. Dla mnie takim miejscem, gdzie nikt by nie protestował, to jest Sahara, ale tutaj nie ma takiego innego miejsca. Lotnisko na Krywlanach jest już wiele lat i trzeba to przyjąć do wiadomości – zwrócił uwagę były dyrektor lokalnego aeroklubu. – My już nie możemy czekać, że nam zrobią lotnisko w Topolanach czy innym miejscu. Białystok postanowił dać szansę mieszkańcom na to, abyśmy właśnie latali na wakacje, aby mogli realizować swoje marzenia. Wiele rzeczy już się udało, ale musimy zrobić skok jakościowy. Musimy mieć to lotnisko. Nie blokujmy tego, tylko zobaczmy jak to zacznie działać – zakończył Musiuk.
Podziel się ze znajomymi:
Komentarze:
Lotniska regionalne
Zobacz też
Najnowsze wiadomości
Polecane wiadomości
Praca
Bądź na bieżąco:
© 2016 ZDG TOR Sp. z o.o. | Powered by PresstoCMSKontakt
Pełna wersja strony